Jarosław Sellin był gościem Telewizji wPolsce24. Poseł PiS odniósł się do manipulacji w Telewizji Polskiej w likwidacji oraz do doniesień o badaniach dziennikarzy „Rzeczpospolitej” Jana Pawła II i ataków na Karola Wojtyłę.
„UE na szczęście nie jest państwem”. Ekspert neo-TVP: To kłamstwo
Sellin komentował m.in. program w neo-TVP, zatytułowany „Kłamstwo nie przejdzie”, który, przynajmniej w założeniach, miał wskazywać na mijanie się z prawdą wypowiadających się w programie gości.
Jurorami rozstrzygającymi o „kłamstwach” są zaproszeni eksperci. Gościem jednego z odcinków był rzecznik Konfederacji, Wojciech Machulski, a w roli ekspertki wystąpiła prof. Renata Mieńkowska-Norkiene.
Politolog z Uniwersytetu Warszawskiego zarzuciła przedstawicielowi Konfederacji kłamstwo, bo ten stwierdził, że „UE na szczęście nie jest państwem”, co wyraźnie nie jest zgodne z linią narracyjną Telewizji Polskiej w likwidacji.
Rzekome kłamstwo miało się zawierać w słowach „na szczęście”.
Pan powiedział „na szczęście” a to nie jest żadne szczęście… — stwierdziła politolog.
Rzecznik Machulski był wyraźnie zaskoczony.
Eksperci mieli być tu po to, żeby „fakt-checkingować”, a pani wyraża opinię na temat mojej opinii. A moja opinia jest taka, że UE nie jest żadnym państwem — tłumaczył Machulski.
Pani się mieni ekspertem?! — pytał rzecznik.
„Ekspertka zaprzeczała faktom”
W innym fragmencie programu Renata Mieńkowska-Norkiene zakwestionowała kolejną wypowiedź rzecznika Konfederacji.
Wojciech Machulski stwierdził, że „jest wspólny unijny dług, o którym decyduje Komisja Europejska”.
W tym momencie w studio również zapaliło się czerwone światło, co oznaczało, że ekspert uznała wypowiedź Machulskiego za niezgodną z faktami.
Nie jest to wspólny dług, o którym decyduje KE, szanowny panie — stwierdziła.
„Ekspertka zaprzeczała faktom”
Jarosław Sellin, w studio wPolsce24 odniósł się do jej słów.
Ekspertka zaprzeczała faktom. W rozporządzeniu z 2025 r. nt. europejskiej pożyczki SAFE jest wyraźnie napisane, że jeśli dokument przesłany przez konkretne państwo członkowskie będzie z punktu widzenia Komisji Europejskiej niezadowalający, to można zawiesić lub w ogóle przestać płacić te pieniądze — tłumaczył poseł.
A kto interpretuje, co jest „niezadowalające”, a co jest „zadowalające”? Oczywiście Komisja Europejska. To jest tak rozciągliwe i nieczytelne sformułowanie, że można znowu podejrzewać, tak jak w przypadku KPO, że będzie to instrument do politycznego szantażowania poszczególnych państw — podkreślał i wyjaśniał mechanizm zarządzania długiem, podając przykład ewentualnej narracji KE.
Macie na przykład wybierać takie siły polityczne do rządzenia, które nam odpowiadają, a jeśli dochodzi do władzy siła konserwatywna, jak na Węgrzech czy w Polsce, to po prostu zawieszamy, nie płacimy i szantażujemy pieniędzmi — mówił gość wPolsce24.
„Tam była totalna nierzetelność”
Sellin odniósł się też do badań dziennikarzy „Rzeczpospolitej”, według których nieprawdą jest jakoby kard. Karol Wojtyła krył przypadki pedofilii w Kościele. Zgodnie z doniesieniami „Rz” Wojtyła reagował szybko i zdecydowanie w podobnych przypadkach, wyprzedzając nawet organa ścigania w PRL.
Nie miałem co do tego żadnych wątpliwości. Ataki na Jana Pawła następowały w konkretnej i prywatnej telewizji, ale to się potem rozlało też na inne media. Napisałem doktorat o Karolu Wojtyle z czasów, gdy był on biskupem krakowskim i pracowałem w archiwach Archidiecezji Krakowskiej. Dobrze, że tę prace dziennikarze wykonali i udowodnili kłamstwa i niezrozumienia oraz manipulacje, które wówczas były — stwierdził Sellin, który oceniał wcześniejsze ataki w mediach na Wojtyłę.
Tam była totalna nierzetelność. Chciano przypisać temu wielkiemu człowiekowi jakieś niegodziwości, a on, jeśli z takimi osobami się zetknął, to reagował właściwie wobec prawa, które wówczas obowiązywało — zaznaczył polityk.

Bezpieczeństwo polski w dziedzinie finansowania sił zbrojnych jest oddane poza Warszawę. Polacy nie wiedzą, co jest w tej umowie, a urzędnicy unijni wiedzą - przekonywał Jarosław Sellin z PiS.
Sprawa programu SAFE stała się w ostatnich tygodniach przedmiotem sporu politycznego między rządem i opozycją. Rządzący podkreślali, że niskooprocentowane pożyczki z odroczoną spłatą to niespotykana szansa zarówno na modernizację polskiego wojska, jak i rozbudowę polskiego przemysłu obronnego. Jako dużą szansę dla Wojska Polskiego SAFE postrzegali także generałowie, w tym szef Sztabu Generalnego gen. Wiesław Kukuła oraz szef odpowiedzialnej za zakupy sprzętu Agencji Uzbrojenia gen. Artur Kuptel.
Zawetowana przez Karola Nawrockiego ustawa zakładała stworzenie zarządzanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego Finansowego Instrumentu Zwiększenia Bezpieczeństwa, za pośrednictwem którego rząd mógłby korzystać z pieniędzy z SAFE - unijnego instrumentu nisko oprocentowanych pożyczek na szybkie zwiększenie obronności państw UE.
Wielki spór o program SAFE
- Bezpieczeństwo polski w dziedzinie finansowania sił zbrojnych jest oddane poza Warszawę. Polacy nie wiedzą, co jest w tej umowie, a urzędnicy unijni wiedzą – komentował w programie „7. Dzień Tygodnia w Radiu ZET” poseł PiS Jarosław Sellin. - Zbrojenie polskie armii polegało na dwóch filarach: budżet MON i fundusz wsparci sił zbrojnych RP. I to są suwerenne instrumenty, to my decydujemy. Pożyczka SAFE oznacza, że nie my do końca decydujemy, kiedy kupujemy i od kogo – ocenił.
Unijny instrument finansowy SAFE ma się opierać na emisji obligacji. Nabyć je na rynku pierwotnym – czyli bezpośrednio przy emisji – można wyłącznie za pośrednictwem członków sieci Primary Dealer Network Komisji Europejskiej. Nie ma w niej podmiotów finansowych z Polski. A więc pomimo tego, że Polska ma – w zamyśle – pożyczyć najwięcej, to nasze instytucje nie zarobią na sprzedaży obligacji. – W Europie trwa bardzo twarda, momentami wręcz bezwzględna walka o interesy gospodarcze. Polska w ostatnich latach rozwijała się szybko, wzmacniała swoją pozycję i to w wielu środowiskach budziło irytację. System ma wspierać kraje starej Piętnastki, i to robi. Unia Europejska to nie jest klub altruistów, ale miejsce, gdzie trwa naprawdę ostra rywalizacja o pieniądze i wpływy – zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Gabriela Masłowska, członek Rady Polityki Pieniężnej. Na tej liście dominują podmioty z Niemiec i Francji. Znajdziemy też banki amerykańskie działające w Europie.
Propozycja Karola Nawrockiego – dotycząca SAFE 0 proc. – jest dużym problemem dla rządu Donalda Tuska – więc Bruksela już reaguje. Komisja Europejska wysyła sygnały, że jest „poważnie zaniepokojona” sytuacją w Polsce dotyczącą unijnego instrumentu SAFE. – Dla Komisji sytuacja jest o tyle trudna, że jak Polska utworzy pewien standard finansowania wydatków, to inne kraje mogą podążać tą drogą. I co wtedy? Komu będzie potrzebna Komisja Europejska? Kto będzie potrzebował całej armii urzędników? – akcentuje w rozmowie z nami prof. Mieczysław Ryba, politolog z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Bez wątpienia Wojsko Polskie potrzebuje nowego sprzętu i poważnych inwestycji. Kluczową kwestią jednak jest to, jak i gdzie pozyskać środki na ich realizację.
Przedłużająca się dyskusja o sposobach finansowania inwestycji nie służy Polsce. – Jesteśmy jednym z krajów najbardziej narażonych na potencjalne zagrożenie ze strony Rosji. Jeśli ktoś spojrzy na mapę Europy, zobaczy od razu, że w przypadku poważnej destabilizacji bezpieczeństwa w regionie pierwsza linia napięcia przebiega właśnie tutaj – przez państwa bałtyckie i Polskę – przypomina prof. Mieczysław Ryba. Dlatego decyzje muszą być podejmowane szybko. Do marszałka Sejmu trafił już projekt Prezydenta dotyczący SAFE 0 proc. Tymczasem ten subiektywną decyzją Włodzimierza Czarzastego nie będzie procedowany. Z kolei Karol Nawrocki ma czas do 20 marca na zajęcie stanowiska w sprawie unijnego SAFE.
Mechanizm SAFE polega na tym, że Bruksela emituje na rynkach kapitałowych obligacje, korzystając z bardzo wysokiego ratingu kredytowego na poziomie AAA. Dzięki temu pieniądz pozyskiwany przez Komisję Europejską jest znacznie tańszy niż ten, który wiele państw członkowskich byłoby w stanie zdobyć samodzielnie. Następnie środki z tych emisji trafiają do wspólnej puli i w formie pożyczek są przekazywane krajom Unii na finansowanie inwestycji obronnych. Całkowita pula sięga 150 mld euro. Z tej kwoty Polska ma otrzymać największą część, wynoszącą blisko 43,7 mld euro. Oprocentowanie jest bezpośrednio powiązane z kosztami zadłużenia UE, a więc z rentownością emitowanych obligacji. Na początku 2026 roku mówimy o poziomie 3-3,17 proc. w pierwszym roku.
Okres spłaty może sięgać nawet 45 lat, a pierwsza dekada to czas karencji, w którym państwa spłacają jedynie odsetki, bez konieczności oddawania kapitału. Dla budżetu oznacza to spore odciążenie w najbliższych latach, kiedy nakłady na modernizację armii są największe. Nie znaczy to jednak, że jest to instrument pozbawiony ryzyka. Oprocentowanie ma charakter zmienny, więc w sytuacji wzrostu stóp procentowych koszt obsługi długu może się zwiększyć. Pożyczka trafia również do statystyk długu publicznego, a wydatkowanie środków odbywa się w określonych ramach czasowych – projekty trzeba zrealizować w ciągu 5 lat.
Polska poza listą
Komisja Europejska prowadzi sprzedaż obligacji w ramach jednolitego programu finansowania UE. Dostęp do rynku pierwotnego mają wyłącznie instytucje należące do sieci Primary Dealer Network KE. To autoryzowane banki i firmy inwestycyjne, które uczestniczą w aukcjach, wspierają emisje syndykowane i zapewniają płynność na rynku wtórnym. Na nim obligacje można kupić już za pośrednictwem dowolnych brokerów, ale pierwszy kontakt z emisją zawsze przechodzi przez tzw. Primary Dealers. I tu pojawia się kłopotliwy szczegół. Na liście Primary Dealers nie ma żadnego polskiego banku czy podmiotu finansowego. Sieć dealerów obejmuje przede wszystkim największe banki z krajów tzw. starej UE – z Francji, Niemiec, Hiszpanii czy Włoch – oraz kilka instytucji z Europy Środkowej, takich jak Erste Group, Raiffeisen czy KBC. – Zbyt daleko posunięta prywatyzacja banków była błędem. W pewnym momencie ponad połowa sektora znalazła się w rękach zagranicznych właścicieli. Badania ekonomiczne wielokrotnie wskazywały, że w takiej sytuacji transmisja polityki pieniężnej może działać słabiej, bo banki reagują przede wszystkim na decyzje swoich central – akcentuje Gabriela Masłowska. I dzisiaj trudno się dziwić, że nie mamy żadnego bardzo dużego banku, który odgrywałby większą rolę w systemie finansowym UE.
Czy to przypadek? – Wystarczy przypomnieć, jak często w niemieckiej debacie publicznej pojawia się przekonanie, że nie wolno dopuścić do sytuacji, w której Polska stanie się zbyt silnym graczem w regionie. To nie są teorie spiskowe, tylko wypowiedzi, które padały wprost – wskazuje dr Gabriela Masłowska.
Za to bez problemu na tej liście znajdziemy europejskie oddziały wielkich banków amerykańskich: Goldman Sachs Bank Europe, J.P. Morgan SE, Morgan Stanley Europe czy BofA Securities Europe. Jeśli spojrzeć na strukturę geograficzną tej sieci, dominacja zachodnich rynków finansowych jest wyraźna. Niemcy mają w niej osiem-dziewięć instytucji, Francja sześć lub siedem, Hiszpania cztery, Włochy trzy. Pojawiają się również banki z Grecji, Irlandii, Austrii, Holandii czy krajów skandynawskich. – Warto to odnotować, ponieważ wskazuje pewien szerszy obraz europejskiej architektury finansowej. Nawet w programie, który w dużej mierze ma wzmacniać bezpieczeństwo wschodniej flanki, centrum operacji finansowej pozostaje w zachodnich metropoliach bankowych – zauważa prof. Sławomir Jankiewicz.
W dyskusji o SAFE pojawia się też wątek Komisji Europejskiej, która wzorem lat ubiegłych powinna wesprzeć Donalda Tuska. Bruksela wysyła do mediów anonimowe przecieki, z których możemy się dowiedzieć, że sytuację w Polsce określa jako „bałagan”, a także straszy możliwą utratą środków. – Widać, jak bardzo Brukseli zależy na tym, żebyśmy przystąpili do tego programu, tak by mieć na nas bacik na 45 lat – podnosi prof. Mieczysław Ryba.
Walka o pieniądze jeszcze przed nami – wraz z nową perspektywą finansową UE. Wówczas – choćby w ramach Europejskiego Funduszu Konkurencyjności (EFK) – kraje UE będą mogły ubiegać się o środki na zwiększenie potencjału obronnego. Dużo zależy od wartości wniosków składanych przez polskie podmioty. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że to niemieckie firmy są faworyzowane w przydzielaniu funduszy. EFK jest nowym okrętem flagowym UE, którego celem jest wypełnienie ogromnej luki inwestycyjnej w porównaniu do USA i Chin, konsolidując około 14 programów w jeden instrument. Fundusz będzie oferował pożyczki i gwarancje, które mają „odblokować” prywatny kapitał dla europejskich firm.
W założeniu środki z funduszu będą dostępne dla wszystkich państw członkowskich, więc kluczowe staną się kryteria wyboru projektów. Doświadczenia z Funduszu Innowacyjnego pokazują, że faworyzuje się państwa o silnej polityce przemysłowej – 37 proc. środków od początku naborów w Funduszu trafiło do 3 państw: Niemiec, Hiszpanii oraz Szwecji, a 10 na 60 wielkoskalowych projektów z największym finansowaniem znajduje się w Niemczech. – Wielkie projekty finansowe zawsze są dokładnie zaplanowane – zarówno od strony politycznej, jak i biznesowej – podsumowuje dr Gabriela Masłowska.