papUlicami Warszawy przeszedł w czwartek po raz dziesiąty Marsz Pamięci 22 Lipca. Jego uczestnicy uczcili blisko 300 tysięcy żydowskich mieszkańców stolicy, którzy w lecie 1942 r. zostali wywiezieni do niemieckiego obozu zagłady w Treblince.

Marsz rozpoczął się przed pomnikiem Umschlagplatz, gdzie w imieniu prezydenta Andrzeja Dudy wieniec złożyła sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Bogna Janke. Ministerstwo kultury reprezentował natomiast wiceminister Jarosław Sellin.

"W formie marszu upamiętniamy polskich Żydów, obywateli polskich z Warszawa oraz z miasteczek mazowieckich (…), których spotkała straszliwa śmierć zorganizowana przez niemieckiego barbarzyńcę. Chcemy, żeby ta pamięć trwała, żeby ulicami Warszawy przechodził ten marsz" – powiedział dziennikarzom Sellin.

"W formie marszu upamiętniamy polskich Żydów, obywateli polskich z Warszawa oraz z miasteczek mazowieckich (…), których spotkała straszliwa śmierć zorganizowana przez niemieckiego barbarzyńcę. Chcemy, żeby ta pamięć trwała, żeby ulicami Warszawy przechodził ten marsz" – powiedział dziennikarzom Sellin.

"Idziemy od śmierci do życia" – podkreśliła Monika Krawczyk, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma, który był organizatorem marszu. Wyjaśniła, że jego uczestnicy odbywają odwrotną drogę niż w 1942 r. Żydzi skazani na zagładę.

Za zamordowanych modlił się naczelny rabin Polski Michael Schudrich. Zwrócił uwagę, że naród żydowski przeszedł w swojej historii wiele tragedii. Podkreślił, że mimo to jest on ukierunkowany na nadzieję.

W tym roku w podczas marszu w sposób szczególny wspominano nauczycieli związanych z grupą Oneg Szabat, takich jak Abraham Lewin, Emanuel Ringelblum, Eliasz Gutkowski, Izrael Lichtensztajn - a także Stefanię Szwajgier, kierowniczkę gimnazjum dla dziewcząt przy ul. Długiej 55, oraz polskich nauczycieli, którzy udzielali pomocy przyjaciołom z drugiej strony muru.

W tym roku w podczas marszu w sposób szczególny wspominano nauczycieli związanych z grupą Oneg Szabat, takich jak Abraham Lewin, Emanuel Ringelblum, Eliasz Gutkowski, Izrael Lichtensztajn - a także Stefanię Szwajgier, kierowniczkę gimnazjum dla dziewcząt przy ul. Długiej 55, oraz polskich nauczycieli, którzy udzielali pomocy przyjaciołom z drugiej strony muru.

Uczestnicy Marszu Pamięci przeszli z Umschlagplatzu przy ul. Stawki 10, do Ogrodu Krasińskich, gdzie ustawiono instalację artystyczną "Ławki" zaprojektowaną przez architekta Jakuba Szczęsnego. Instalację będzie można oglądać do 31 sierpnia.

22 lipca 1942 r. rozpoczęła się tzw. akcja likwidacyjna, będąca częścią operacji "Reinhardt", która, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, zakładała fizyczną likwidację Żydów. W ciągu dwóch miesięcy akcji ok. 300 tys. Żydów wywieziono do obozu zagłady w Treblince i tam zgładzono. Stanowiło to 75 proc. ludności getta, a na miejscu zamordowano ok. 10 tys. Na obszarze zmniejszonego getta pozostało jedynie 60 tys. osób zatrudnionych w przedsiębiorstwach produkujących na potrzeby III Rzeszy lub mieszkających w getcie nielegalnie.

Za zamordowanych modlił się naczelny rabin Polski Michael Schudrich. Zwrócił uwagę, że naród żydowski przeszedł w swojej historii wiele tragedii. Podkreślił, że mimo to jest on ukierunkowany na nadzieję.

Początkowo Żydzi nie zdawali sobie sprawy z rzeczywistego celu akcji z lata 1942 r. Propaganda niemiecka mówiła bowiem, że wywożeni z getta Żydzi są przesiedlani na tereny rolnicze na wschodzie, by tam pracowali na rzecz Rzeszy. Bardzo szybko wyszło jednak na jaw, m.in. dzięki relacjom żydowskich uciekinierów z obozu w Treblince, że celem Niemców była całkowita eksterminacja Żydów.

19 kwietnia 1943 roku, w obliczu nieuchronnej zagłady, Żydzi postanowili z bronią w ręku walczyć o honor i godną śmierć. Po prawie miesiącu walk powstanie w getcie warszawskim zostało stłumione przez okupanta, a Warszawa została uznana miastem "judenfrei".

dziennikplTo poważna wpadka ze strony Polskiego Związku Pływackiego; będziemy oczekiwali wyjaśnień, ale zdaje się, że środowisko działaczy związku i sami pływacy muszą tę sprawę przede wszystkim jakoś rozwikłać we własnym gronie i znaleźć winnych - mówił w poniedziałek wiceszef MKDNiS Jarosław Sellin.

W wyniku nieprawidłowości formalnych w zgłoszeniach do olimpijskiego startu w Tokio nie mogą wystartować: Jan Hołub, Aleksandra Polańska, Dominika Kossakowska, Alicja Tchórz, Bartosz Piszczorowicz i Mateusz Chowaniec. W sobotę podano oficjalną informację o usunięciu ich z ekipy biało-czerwonych, a w niedzielę cała szóstka zameldowała się w Warszawie.

Do sprawy odniósł się w poniedziałek rano w radiowej Trójce wiceminister kultury, dziedzictwa narodowego i sportu Jarosław Sellin. To bardzo przykra sytuacja. Sportowcy przygotowują się do takich zawodów jak mistrzostwa świata czy też olimpiada właśnie, która jest raz na pięć lat i myślę, że to miał być dla nich test życia, przygoda życia. Niektórzy są już w takim wieku, że być może na przyszłą olimpiadę za pięć lat już nie będzie dla nich czasu czy miejsca czy możliwości, więc wpadka poważna ze strony Polskiego Związku Pływackiego - stwierdził.

 

Wiceszef MKDNiS podkreślił, że jesienią odbędą się wybory kierownictwa tego związku. Związki sportowe kierują się własnymi regulacjami, mają autonomię od władzy. Natomiast, oczywiście, będziemy oczekiwali wyjaśnień jako Ministerstwo Sportu, sprawdzali też, jakie są możliwości prawne z naszej strony zareagowania, ale zdaje się, że jednak środowisko działaczy związku pływackiego i sami pływacy, sami sportowcy muszą tę sprawę przede wszystkim jakoś rozwikłać we własnym gronie i znaleźć winnych, bo to jest rzeczywiście bardzo poważny ból dla bardzo wielu pływaków - powiedział.

Po ostatecznej decyzji ws. sześciorga pływaków polska reprezentacja na rozpoczynające się 23 lipca igrzyska w Tokio liczy 211 sportowców, w tym 17 pływaków.

©2005 - 2021 Jarosław Sellin. All Rights Reserved. Designed By JoomShaper

Search