Gazeta- Samoobrony od wielu lat nie ma już na polskiej scenie politycznej, a PiS jest i ma się dobrze. Warto mieć więc na uwadze, jak takie historie mogą się skończyć. Cenię polityków Solidarnej Polski, jak i jej lidera. Uważam jednak, że klucz do rozwiązania sporu leży właśnie po stronie tego ugrupowania - powiedział w Porannej rozmowie Gazeta.pl Jarosław Sellin, wiceminister kultury i poseł PiS. Dodał, że Zjednoczona Prawica znajduje się "na zakręcie" i nie wiadomo jeszcze, jak uda jej się z niego wyjść. Zobacz materiał wideo

Gościem Porannej rozmowy Gazeta.pl był wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego, a także poseł PiS, Jarosław Sellin. Głównym tematem rozmowy był oczywiście kryzys w koalicji rządzącej, który wybuchł po sejmowym głosowaniu w sprawie tzw. ustawy futerkowej.

Sellin w Porannej rozmowie Gazeta.pl: Rozpad koalicji w 2006 r. nie był dobrym doświadczeniem
Na początku naszego gościa zapytaliśmy o zdarzenia sprzed lat. 14 lat temu doszło bowiem do rozpadu koalicji rządzącej z udziałem PiS, Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin. W kontekście obecnego konfliktu z Zjednoczonej Prawicy, analogie nasuwają się same.

- Rozpad koalicji w 2006 r. nie był dobrym doświadczeniem. Nikt o tym teraz nie marzy. Ale czasami w polityce zdarzają się takie sytuacje, że innego wyjścia nie ma. Dziś oczywiście spekulujemy, czy uda się ponownie skleić koalicję Zjednoczonej Prawicy. Chciałbym, żeby tak właśnie się stało, bo ostatnie pięć lat to był dobry okres dla Polski. Rzeczywiście, mamy ostry zakręt i nie wiadomo, jak z tego zakrętu wyjdziemy - powiedział Sellin.

 

- Samoobrony od wielu lat nie ma już na polskiej scenie politycznej, a PiS jest i ma się dobrze. Warto mieć więc na uwadze, jak takie historie mogą się skończyć. Cenię polityków Solidarnej Polski, jak i jej lidera. Uważam jednak, że klucz do rozwiązania sporu leży właśnie po stronie tego ugrupowania - dodał poseł PiS.

Sellin: Jarosławowi Kaczyńskiemu od lat zależało na ustawie o ochronie zwierząt
Sellin przypomniał również, co doprowadziło do tak gwałtownego zaognienia stosunków na linii Kaczyński-Ziobro. - To politycy Solidarnej Polski podjęli niezrozumiałą dla mnie decyzję, że sprzeciwiają się dwóm bardzo ważnym dla PiS ustawom. Ci, którzy zagłosowali odrębnie ws. jednej ustawy [o prawach zwierząt - red.] i zmusili nas do odłożenia prac nad drugą [o odpowiedzialności urzędniczej - red.] zerwali koalicję. Dlatego refleksja na temat miejsca w szeregu powinna być bardziej po stronie Solidarnej Polski. To słabszy partner w koalicji, choć jakościowo interesujący. Dobrze byłoby powściągnąć ambicje - ocenił wiceminister kultury.

- Jarosławowi Kaczyńskiemu od lat zależało na ustawie o ochronie zwierząt. Mówił o tym już 25 lat temu. Jeśli ktoś zdecydował się współpracować z politykiem, dla którego ta kwestia jest tak ważna, i który zjednoczył prawicę, to powinien brać ten czynnik pod uwagę. Wolta w przypadku tej ustawy była bardzo nieprzyjemna, również w wymiarze personalnym - mówił Sellin w Porannej rozmowie Gazeta.pl.

Jak więc zakończy się spór w koalicji rządzącej? Dymisją Ziobry czy raczej przyspieszonymi wyborami? - Rozstrzygnięcia będą zakomunikowane do końca tego tygodnia. Ten czas jest pewnie potrzebny do tego, by jednak odbyły się jakieś rozmowy między liderami Zjednoczonej Prawicy. Spotkanie "ostatniej szansy" między Jarosławem Kaczyńskim a Zbigniewem Ziobrą pewnie jest możliwe i chciałbym, by do niego doszło - podkreślił polityk.

radiogdanskCzłonkowie Związku Harcerstwa Polskiego z terenu województwa pomorskiego spotkali się w Gdańsku na uroczystościach 85-lecia Chorągwi Gdańskiej. W niedzielę harcerze i harcerki przeszli w uroczystym pochodzie ulicami Głównego Miasta z towarzyszeniem orkiestry i otworzyli wystawę o historii harcerstwa na Pomorzu.

Na uroczystościach obecni byli m. in. Wojewoda Pomorski Dariusz Drelich, wiceminister Jarosław Sellin, przedstawiciele służb mundurowych, kuratorium oświaty oraz innych zaprzyjaźnionych z harcerzami gości.

MSZA I UROCZYSTY PRZEMARSZ

Niedzielną część obchodów o 9:00 rozpoczęła msza w Bazylice Mariackiej celebrowana przez bpa. Zbigniewa Zielińskiego. O godz. 10.30 spod fontanny Neptuna zaplanowano uroczysty przemarsz harcerski z udziałem Harcerskiej Orkiestry Dętej z Tczewa i pocztów sztandarowych 19 hufców z całego województwa. Przejście zakończyło się na błoniach Europejskiego Centrum Solidarności, gdzie po apelu odbyło się Święto Chorągwi.

Na miejscu premierę miała wystawa plenerowa opowiadająca o historii harcerstwa na ziemi gdańskiej "Pomorze w mundurze. Bohaterowie Ziemi Gdańskiej w harcerskich mundurach" - którą od poniedziałku, 14 września do 15 listopada oglądać będzie można na Placu Tadeusza Polaka przy Domu Harcerza w Gdańsku.

Na wystawie zobaczyć będzie można historyczne zdjęcia osób i miejsc związanych z działalnością harcerstwa w Gdańsku i na Pomorzu - są to m.in.: dr Stefan Mirau – drużynowy pierwszej drużyny harcerskiej na ziemiach gdańskich, hm. Alf Liczmański – współtworzył pierwszą drużynę harcerską razem z Mirauem, a w 1935 r. został pierwszym komendantem Gdańskiej Chorągwi Harcerzy, hm. Maria Ostrowska – pierwsza komendantka Gdańskiej Chorągwi Harcerek.

O patriotyzmie, honorze i wierze w ideały mówił w Gdańsku wiceminister Jarosław Sellin. W czasie uroczystości, przypomniał, że pomimo niemieckich represji, w mieście działało ponad 3 tysiące harcerzy.

- 85 lat temu, kiedy powstawała Chorągiew, w Gdańsku rządzili już barbarzyńcy - partia hitlerowska. Każde wyjście w mundurze polskim na ulicę naszego ukochanego miasta było dużym ryzykiem. Uświadamiamy sobie wiarę w Polskość i doskonale wiemy, jaką cenę wielu harcerzy z Wolnego Miasta Gdańska za tę wierność zapłaciło - zaznaczył.

- Historia nas kształtuje, ale my, harcerki i harcerze, przede wszystkim patrzymy w przyszłość. Naszą misją jest zmienianie świata na lepszy - przypomniała naczelnik ZHP harcmistrz Anna Nowosad.

Święto pomorskich harcerzy trwało przez cały weekend. Główne uroczystości odbyły się w niedzielę. W trakcie apelu na błoniach przed Europejskim Centrum Solidarności otwarto wystawę plenerową poświęconą historii chorągwi.

CZUWAJĄ OD LAT
Na uroczystościach nie zabrakło też tych, którzy z druhami są już od dziesięcioleci.

- Czuję się dumny z tego, że jestem harcerzem. Często to podkreślam. Myślę, że słowa, która tu dzisiaj padły: patriotyzm, honor, dane słowo, przyrzeczenie, to nie są puste hasła i trzeba o nich świadczyć - powiedział podharcmistrz Wiesław Kulesza.

- Dziękuję harcerzom, instruktorom i seniorom, na których zawszę mogę liczyć. Myślę, że dopóki będziemy mieli takich ludzi wokół siebie, to Chorągiew Gdańska nie tylko nie zginie, ale będzie najlepsza w Polsce - wyraził nadzieję harcmistrz Artur Glebko, komendant Chorągwi Gdańskiej.

W czasie uroczystości wręczono honorowe odznaki "Przyjaciela Chorągwi Gdańskiej", które otrzymali wiceminister Jarosław Sellin i wojewoda pomorski Dariusz Drelich, a także harcerskie krzyże zasługi.

Pr24- Orwell w lewicowym wydaniu. Poprawnościowe szaleństwo rozwija się i idzie dalej. Wszystko jest dziś możliwe. Pytanie, czy to się kiedyś odwróci, czy jesteśmy w stanie zatrzymać ten ideologiczny walec? - zastanawiał się w Polskim Radiu 24 wiceminister kultury Jarosław Sellin.

Wysłuchaj nagrania audycji

Przyznająca Oscary Amerykańska Akademia Filmowa ogłosiła nowe zasady, których od 2024 r. będą musiały się trzymać produkcje starające się o tytuł najlepszego filmu. Mówią one o promowaniu na ekranie i poza nim "różnorodności", a także o włączaniu w proces produkcji filmów osób z grup mniejszościowych.

Wytyczne Akademii określają m.in. jaki procent aktorów i pozostałej ekipy filmowej musi pochodzić z grup określonych jako niedostatecznie reprezentowane, do których zaliczono przedstawicieli mniejszości etnicznych i rasowych, społeczności LGBTQ+, kobiety oraz osoby z niepełnosprawnościami.

"Oscary powinny skupiać się na walorach artystycznych"

Jarosław Sellin ocenił w Polskim Radiu 24, że ostatnia decyzja Akademii Filmowej to ciąg dalszy szaleństwa. - Chciałoby się wierzyć, że Oscary są po to, aby wyłapywać filmowe arcydzieła - mówił.

- Teraz okazuje się, że kryterium artystyczne jest mniej istotne, bo najważniejsza jest poprawność polityczna - dodał.

Wiceminister kultury zwracał uwagę na to, że w Hollywood zalęgło się przede wszystkim szaleństwo stricte ideologiczne. - Teraz filmy nominowane do Oscara niekoniecznie będą wybitnymi dziełami - tłumaczył.

- Mam nadzieję, że polskie środowisko filmowe nie będzie kierowało się takimi absurdalnymi kryteriami, tylko walorami artystycznymi - wskazywał.

dorzeczy– Na przestrzeni dziejów wykształcił się fenomen stosunków polsko-węgierskich. Potwierdzają to badania. 53 proc. młodych Węgrów życzyłoby sobie zacieśniania więzów między naszymi państwami – mówił na Forum Ekonomicznym w Karpaczu prof. Maciej Szymanowski, dyrektor Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka

Panel „Solidarność, historia, pamięć – co nas łączy a co dzieli?” był poświęcony relacjom polsko-węgierskim. Udział w dyskusji wzięli wiceprzewodniczący węgierskiego Zgromadzenie Narodowego Koloman Brenner, przedsiębiorca i prezes zarządu Algotech Polska Zsolt Fekete, przewodniczący Fundacji Karpacka Sándor Köles, wiceminister kultury Jarosław Sellin oraz dyrektor Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka Maciej Szymanowski.

Panel poprowadził Arkadiusz Adamczyk - Zastępca Przewodniczącego Rady z Instytutu Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka, który rozmowę rozpoczął od pytania dotyczącego wspólnych doświadczeń obu narodów. – Które wydarzenia powinniśmy zachować w pamięci? – pytał.

Wspólne doświadczenia
Koloman Brenner swoją wypowiedź zaczął od konstatacji, że polityka historyczna jest w Europie niezwykle skomplikowanym i drażliwym tematem. – Dzięki Bogu relacje Polski i Węgier są wyjątkiem w tej materii. Nasze narody wiąże wiele wydarzeń. Część z nich była bardzo dawno, a jednak pomimo tego, pozostają dla nas nadal bardzo istotne – mówił polityk.

Brenner następnie wskazał na wydarzenia z najnowszej historii. Jego zdaniem oba narody łączy doświadczenie dot. upadku komunizmu, gdyż zarówno Polacy jak i Węgrzy liczyli, że przemiany po 1989 roku przyniosą inne rezultaty.

Sándor Köles stwierdził z kolei, że posiada wiele pozytywnych i osobistych wspomnień związanych z Polską, podkreślając, że podróżował do naszego państwa jeszcze w czasach komunizmu.

– W latach 80 spotkałem wielu Polaków. Bardzo dobrze się rozumieliśmy odnośnie naszego stanowiska wobec systemu. Ze względów językowych oraz zagrożenia inwigilacją nie mogliśmy otwarcie rozmawiać, ale wiele nas łączyło. Moglibyśmy się cofnąć w historii wspominając czy to Józefa Bema, czy też Stefana Batorego – mówił.

Köles - podobnie jak wcześniej Brenner - zwrócił uwagę na fakt, że w Europie Środkowej Węgry tyko z Polską nie mają żadnych trudnych dyskusji odnośnie historii. – Wiele jest takich sytuacji jak choćby sprawa Trianon, która dla Węgrów stanowi prawdziwą tragedię, a dla Rumunów to święto narodowe – mówił. Köles dodał, że stosunki polsko-węgierskie są bardzo dobre, a oba narody zawsze umiały znaleźć wspólny język.

Głos następnie zabrał Zsolt Fekete, który ocenił, że komuniści przez lata posługiwali się metodą "dziel i rządź”, w czym okazali się bardzo skuteczni. – Jak czytam książki historyczne dotyczące upadku komunizmu, to każdy naród chce podkreślić swoją rolę w przemianach. A przecież to był proces. Trzeba to nieustanne tłumaczyć ludziom – mówił.

Wspólna historia, wspólne interesy
Wiceminister Sellin podkreślił z kolei, że mówiąc o wspólnej historii obu narodów, nie możemy ograniczać się tylko do XX wieku. – Nawet popkultura, w postaci np. książek czy seriali, pomaga nam odkryć rzeczy, które nas łączyły w odległej przeszłości – mówił.

Polityk zwrócił tutaj uwagę na przykład czasów Piastów i Jagiellonów. – Wzajemnie się sobie przyglądaliśmy i uczyliśmy się od siebie – podkreślał.

Wiceminister dodał, że z kolei w obecnych czasach oba narody uświadamiają sobie, że mają nie tylko wspólną historię, ale również i wspólne interesy. – Widzimy to poprzez różne formaty: Grupę Bukaresztańską, Grupę Wyszehradzką czy Trójmorze. Myślę że również kryzys imigracyjny nas do siebie zbliżył – ocenił.

Ten temat kontynuował dyrektor Szymanowski, który wskazywał na szereg powiązań społecznych i gospodarczych między państwami regionu Europy Środkowej.

– Naszym problemem jest to, że my o tych zależnościach nie wiemy. Potwierdzają to badania, które zleciliśmy w Polsce i na Węgrzech. Nie wiemy o sobie nic, a ta niewiedza jest tym bardziej widoczna im bliżej współczesności. Polacy nie mają pojęcia kto jest np. prezydentem Węgier. Z tym przepływem informacji należy coś zrobić – podkreślał.

Dyrektor Instytutu Felczaka tłumaczył, że oba narody łączą podobne zachowania społeczne, w obu można dostrzec zjawisko określane mianem kompleksu postkolonialnego.

– I tu i tu jest silna pamięć utraty niepodległości. Podobnie odmieniamy w domu, w pracy, w publikacjach naukowych takie słowa jak wolność, suwerenność czy kultura narodowa. Nie ma tu między nami różnic. Podobnie też definiujemy interes narodowy – przekonywał.

Prof. Szymanowski podkreślił, że na przestrzeni dziejów wykształcił się prawdziwy fenomen stosunków polsko-węgierskich. – Potwierdzają to badania. 53 proc. młodych Węgrów życzyłoby sobie zacieśniania więzów między dwoma państwami. W Polsce ten wynik jest na poziomie 1/3 społeczeństwa. To też bardzo dużo. Jednakże to są jedynie odczucia. Brak naszym społeczeństwom konkretnej wiedzy. Tutaj leży prawdziwy problem – stwierdził.

Czym jest solidarność?
W dalszej części dyskusji paneliści dyskutowali na temat tego, czym jest polsko-węgierska solidarność i jak relacje obu narodów powinny wyglądać w nowoczesnym świecie.

Koloman Brenner podkreślał, że oba państwa pamiętając o historycznych więzach muszą wypracować nowy rodzaj solidarności. Jego zdaniem podstawą w tym temacie może okazać się współpraca w ramach Grupy Wyszehradzkiej oraz Trójmorza.

Sándor Köles podkreślił, że w obecnej europejskiej polityce coraz rzadziej spotykamy się z solidarnością. – Solidarność jest czymś w rodzaju niewidocznego włókna, nitki wszywanej w ubranie, która nie jest widoczna, ale pełni ważną rolę. Mówimy tak dużo o solidarności, ale ta przysłowiowa nitka zaczyna się rozpadać. Na Węgrzech nie ma solidarności międzywspólnotowej – mówił.

Jak dodał, kraje V4 powinny współpracować, a nie konkurować ze sobą. Jego zdaniem do odbudowy solidarności potrzebne są działania oddolne.

Wiceminister Sellin w kontekście solidarności wskazał na wydarzenia w bieżącej polityce międzynarodowej i próby dyscyplinowania Polski i Węgier przez zachodnich partnerów, którzy nie potrafią zaakceptować demokratycznego werdyktu wyborców. – Te rzekome zarzuty dotyczące tzw. łamania demokracji w końcu ustaną, a ta agresja wygaśnie. Pod warunkiem, że będziemy ze sobą waśnie solidarni – mówił.

Polityk podkreślił, że tak jak Węgrom zależy, aby na Bałkanach nie było „dziury geopolitycznej”, tak samo Polsce zależy na przyciąganiu do struktur Zachodu państw, które leżą na wschód od UE. Jego zdaniem pomimo pewnych rozbieżności, oba kraje powinny zrozumieć swoje argumenty i wspierać się w tych dążeniach.

©2005 - 2020 Jarosław Sellin. All Rights Reserved. Designed By JoomShaper

Search