

Bezpieczeństwo polski w dziedzinie finansowania sił zbrojnych jest oddane poza Warszawę. Polacy nie wiedzą, co jest w tej umowie, a urzędnicy unijni wiedzą - przekonywał Jarosław Sellin z PiS.
Sprawa programu SAFE stała się w ostatnich tygodniach przedmiotem sporu politycznego między rządem i opozycją. Rządzący podkreślali, że niskooprocentowane pożyczki z odroczoną spłatą to niespotykana szansa zarówno na modernizację polskiego wojska, jak i rozbudowę polskiego przemysłu obronnego. Jako dużą szansę dla Wojska Polskiego SAFE postrzegali także generałowie, w tym szef Sztabu Generalnego gen. Wiesław Kukuła oraz szef odpowiedzialnej za zakupy sprzętu Agencji Uzbrojenia gen. Artur Kuptel.
Zawetowana przez Karola Nawrockiego ustawa zakładała stworzenie zarządzanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego Finansowego Instrumentu Zwiększenia Bezpieczeństwa, za pośrednictwem którego rząd mógłby korzystać z pieniędzy z SAFE - unijnego instrumentu nisko oprocentowanych pożyczek na szybkie zwiększenie obronności państw UE.
Wielki spór o program SAFE
- Bezpieczeństwo polski w dziedzinie finansowania sił zbrojnych jest oddane poza Warszawę. Polacy nie wiedzą, co jest w tej umowie, a urzędnicy unijni wiedzą – komentował w programie „7. Dzień Tygodnia w Radiu ZET” poseł PiS Jarosław Sellin. - Zbrojenie polskie armii polegało na dwóch filarach: budżet MON i fundusz wsparci sił zbrojnych RP. I to są suwerenne instrumenty, to my decydujemy. Pożyczka SAFE oznacza, że nie my do końca decydujemy, kiedy kupujemy i od kogo – ocenił.
Unijny instrument finansowy SAFE ma się opierać na emisji obligacji. Nabyć je na rynku pierwotnym – czyli bezpośrednio przy emisji – można wyłącznie za pośrednictwem członków sieci Primary Dealer Network Komisji Europejskiej. Nie ma w niej podmiotów finansowych z Polski. A więc pomimo tego, że Polska ma – w zamyśle – pożyczyć najwięcej, to nasze instytucje nie zarobią na sprzedaży obligacji. – W Europie trwa bardzo twarda, momentami wręcz bezwzględna walka o interesy gospodarcze. Polska w ostatnich latach rozwijała się szybko, wzmacniała swoją pozycję i to w wielu środowiskach budziło irytację. System ma wspierać kraje starej Piętnastki, i to robi. Unia Europejska to nie jest klub altruistów, ale miejsce, gdzie trwa naprawdę ostra rywalizacja o pieniądze i wpływy – zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Gabriela Masłowska, członek Rady Polityki Pieniężnej. Na tej liście dominują podmioty z Niemiec i Francji. Znajdziemy też banki amerykańskie działające w Europie.
Propozycja Karola Nawrockiego – dotycząca SAFE 0 proc. – jest dużym problemem dla rządu Donalda Tuska – więc Bruksela już reaguje. Komisja Europejska wysyła sygnały, że jest „poważnie zaniepokojona” sytuacją w Polsce dotyczącą unijnego instrumentu SAFE. – Dla Komisji sytuacja jest o tyle trudna, że jak Polska utworzy pewien standard finansowania wydatków, to inne kraje mogą podążać tą drogą. I co wtedy? Komu będzie potrzebna Komisja Europejska? Kto będzie potrzebował całej armii urzędników? – akcentuje w rozmowie z nami prof. Mieczysław Ryba, politolog z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Bez wątpienia Wojsko Polskie potrzebuje nowego sprzętu i poważnych inwestycji. Kluczową kwestią jednak jest to, jak i gdzie pozyskać środki na ich realizację.
Przedłużająca się dyskusja o sposobach finansowania inwestycji nie służy Polsce. – Jesteśmy jednym z krajów najbardziej narażonych na potencjalne zagrożenie ze strony Rosji. Jeśli ktoś spojrzy na mapę Europy, zobaczy od razu, że w przypadku poważnej destabilizacji bezpieczeństwa w regionie pierwsza linia napięcia przebiega właśnie tutaj – przez państwa bałtyckie i Polskę – przypomina prof. Mieczysław Ryba. Dlatego decyzje muszą być podejmowane szybko. Do marszałka Sejmu trafił już projekt Prezydenta dotyczący SAFE 0 proc. Tymczasem ten subiektywną decyzją Włodzimierza Czarzastego nie będzie procedowany. Z kolei Karol Nawrocki ma czas do 20 marca na zajęcie stanowiska w sprawie unijnego SAFE.
Mechanizm SAFE polega na tym, że Bruksela emituje na rynkach kapitałowych obligacje, korzystając z bardzo wysokiego ratingu kredytowego na poziomie AAA. Dzięki temu pieniądz pozyskiwany przez Komisję Europejską jest znacznie tańszy niż ten, który wiele państw członkowskich byłoby w stanie zdobyć samodzielnie. Następnie środki z tych emisji trafiają do wspólnej puli i w formie pożyczek są przekazywane krajom Unii na finansowanie inwestycji obronnych. Całkowita pula sięga 150 mld euro. Z tej kwoty Polska ma otrzymać największą część, wynoszącą blisko 43,7 mld euro. Oprocentowanie jest bezpośrednio powiązane z kosztami zadłużenia UE, a więc z rentownością emitowanych obligacji. Na początku 2026 roku mówimy o poziomie 3-3,17 proc. w pierwszym roku.
Okres spłaty może sięgać nawet 45 lat, a pierwsza dekada to czas karencji, w którym państwa spłacają jedynie odsetki, bez konieczności oddawania kapitału. Dla budżetu oznacza to spore odciążenie w najbliższych latach, kiedy nakłady na modernizację armii są największe. Nie znaczy to jednak, że jest to instrument pozbawiony ryzyka. Oprocentowanie ma charakter zmienny, więc w sytuacji wzrostu stóp procentowych koszt obsługi długu może się zwiększyć. Pożyczka trafia również do statystyk długu publicznego, a wydatkowanie środków odbywa się w określonych ramach czasowych – projekty trzeba zrealizować w ciągu 5 lat.
Polska poza listą
Komisja Europejska prowadzi sprzedaż obligacji w ramach jednolitego programu finansowania UE. Dostęp do rynku pierwotnego mają wyłącznie instytucje należące do sieci Primary Dealer Network KE. To autoryzowane banki i firmy inwestycyjne, które uczestniczą w aukcjach, wspierają emisje syndykowane i zapewniają płynność na rynku wtórnym. Na nim obligacje można kupić już za pośrednictwem dowolnych brokerów, ale pierwszy kontakt z emisją zawsze przechodzi przez tzw. Primary Dealers. I tu pojawia się kłopotliwy szczegół. Na liście Primary Dealers nie ma żadnego polskiego banku czy podmiotu finansowego. Sieć dealerów obejmuje przede wszystkim największe banki z krajów tzw. starej UE – z Francji, Niemiec, Hiszpanii czy Włoch – oraz kilka instytucji z Europy Środkowej, takich jak Erste Group, Raiffeisen czy KBC. – Zbyt daleko posunięta prywatyzacja banków była błędem. W pewnym momencie ponad połowa sektora znalazła się w rękach zagranicznych właścicieli. Badania ekonomiczne wielokrotnie wskazywały, że w takiej sytuacji transmisja polityki pieniężnej może działać słabiej, bo banki reagują przede wszystkim na decyzje swoich central – akcentuje Gabriela Masłowska. I dzisiaj trudno się dziwić, że nie mamy żadnego bardzo dużego banku, który odgrywałby większą rolę w systemie finansowym UE.
Czy to przypadek? – Wystarczy przypomnieć, jak często w niemieckiej debacie publicznej pojawia się przekonanie, że nie wolno dopuścić do sytuacji, w której Polska stanie się zbyt silnym graczem w regionie. To nie są teorie spiskowe, tylko wypowiedzi, które padały wprost – wskazuje dr Gabriela Masłowska.
Za to bez problemu na tej liście znajdziemy europejskie oddziały wielkich banków amerykańskich: Goldman Sachs Bank Europe, J.P. Morgan SE, Morgan Stanley Europe czy BofA Securities Europe. Jeśli spojrzeć na strukturę geograficzną tej sieci, dominacja zachodnich rynków finansowych jest wyraźna. Niemcy mają w niej osiem-dziewięć instytucji, Francja sześć lub siedem, Hiszpania cztery, Włochy trzy. Pojawiają się również banki z Grecji, Irlandii, Austrii, Holandii czy krajów skandynawskich. – Warto to odnotować, ponieważ wskazuje pewien szerszy obraz europejskiej architektury finansowej. Nawet w programie, który w dużej mierze ma wzmacniać bezpieczeństwo wschodniej flanki, centrum operacji finansowej pozostaje w zachodnich metropoliach bankowych – zauważa prof. Sławomir Jankiewicz.
W dyskusji o SAFE pojawia się też wątek Komisji Europejskiej, która wzorem lat ubiegłych powinna wesprzeć Donalda Tuska. Bruksela wysyła do mediów anonimowe przecieki, z których możemy się dowiedzieć, że sytuację w Polsce określa jako „bałagan”, a także straszy możliwą utratą środków. – Widać, jak bardzo Brukseli zależy na tym, żebyśmy przystąpili do tego programu, tak by mieć na nas bacik na 45 lat – podnosi prof. Mieczysław Ryba.
Walka o pieniądze jeszcze przed nami – wraz z nową perspektywą finansową UE. Wówczas – choćby w ramach Europejskiego Funduszu Konkurencyjności (EFK) – kraje UE będą mogły ubiegać się o środki na zwiększenie potencjału obronnego. Dużo zależy od wartości wniosków składanych przez polskie podmioty. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że to niemieckie firmy są faworyzowane w przydzielaniu funduszy. EFK jest nowym okrętem flagowym UE, którego celem jest wypełnienie ogromnej luki inwestycyjnej w porównaniu do USA i Chin, konsolidując około 14 programów w jeden instrument. Fundusz będzie oferował pożyczki i gwarancje, które mają „odblokować” prywatny kapitał dla europejskich firm.
W założeniu środki z funduszu będą dostępne dla wszystkich państw członkowskich, więc kluczowe staną się kryteria wyboru projektów. Doświadczenia z Funduszu Innowacyjnego pokazują, że faworyzuje się państwa o silnej polityce przemysłowej – 37 proc. środków od początku naborów w Funduszu trafiło do 3 państw: Niemiec, Hiszpanii oraz Szwecji, a 10 na 60 wielkoskalowych projektów z największym finansowaniem znajduje się w Niemczech. – Wielkie projekty finansowe zawsze są dokładnie zaplanowane – zarówno od strony politycznej, jak i biznesowej – podsumowuje dr Gabriela Masłowska.
Prezydent Karol Nawrocki wraz z prezesem Narodowego Banku Polskiego Adamem Glapińskim zaproponowali "SAFE zero procent". - To propozycja czysto polityczna. W moim przekonaniu prezes NBP nie ma żadnego konkretnego rozwiązania na stole i nie wie jak to zrobić - powiedział w Trójce Tomasz Trela z Nowej Lewicy. Zdaniem Jarosława Sellina z PiS "są środki na to, żeby SAFE zero procent był w dyspozycji państwa polskiego". - Jest natomiast pytanie czy należy w ogóle sięgać po europejski SAFE z wszystkimi jego wędzidłami merytorycznymi i politycznymi - podkreślił poseł.
Prezydent Karol Nawrocki i prezes NBP Adam Glapiński zaprezentowali koncepcję alternatywną wobec unijnego programu SAFE, określając ją jako "SAFE zero procent". Propozycja ma zostać przygotowana przy wsparciu Narodowego Banku Polskiego. Nawrocki podczas konferencji prasowej zaznaczył, że nie podjął jeszcze decyzji w sprawie przystąpienia do europejskiego mechanizmu, wskazując na długoterminowe zobowiązania finansowe - w tym spłatę pożyczek nawet do 2070 roku - oraz wątpliwości natury prawnej.
W ocenie prezydenta SAFE może budzić zastrzeżenia w kontekście art. 4 Traktatu o Unii Europejskiej, który pozostawia kwestie bezpieczeństwa w kompetencjach państw członkowskich. Nawrocki zwracał też uwagę na dotychczasową strategię modernizacji armii opartą na kontraktach z partnerami spoza UE, m.in. ze Stanami Zjednoczonymi i Koreą Południową. Proponowany przez niego model finansowania zbrojeń miałby zapewnić 185 mld zł bez oprocentowania i bez mechanizmu warunkowości, a jednocześnie pozostawić elastyczność w wyborze dostawców sprzętu. Prezydent zapowiedział inicjatywę ustawodawczą w tej sprawie, a we wtorek ma się odbyć spotkanie Karola Nawrockiego i Adama Glapińskiego z premierem Donaldem Tuskiem i szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem.
"Cieszy, że NBP będzie miał zysk"
Krzysztof Kwiatkowski w "Śniadaniu w Trójce" zwrócił uwagę na plany finansowania nowego SAFE z rezerwy NBP. - Cieszy mnie niezwykle, że po kilku latach z rzędu straty Narodowego Banku Polskiego, teraz będzie jakiś zysk. My dzisiaj jeszcze nie wiemy, skąd ten zysk ma być. Rozmawiają eksperci, a prezes Glapiński nie pokazał szczegółów. Mówi się albo o jakiejś sprzedaży złota i jego natychmiastowym odkupieniu. Niezwykle się cieszę z SAFE prezydenckiego, który ma uzupełnić polski SAFE, ten rządowy, bo to jest dobra i zaskakująca informacja. Mamy jeszcze listę dodatkową, gdzie te pieniądze również mogą trafić do polskich zakładów zbrojeniowych - powiedział senator Koalicji Obywatelskiej.
Jarosław Sellin z kolei podkreślił, że rezerwy NBP "są ukryte między innymi w cenie złota, które prezes Glapiński kupuje systematycznie od wielu lat". - To jest bardzo dobra inwestycja. W ciągu sześciu lat cena złota wzrosła czterokrotnie. Wartość tego złota to już 340 mld zł, plus rezerwy walutowe, wynikające z różnicy kursów między złotówką a czołowymi walutami światowymi, a które dodane do tej wartości złota przekraczają już ponad bilion złotych. Zatem jest oczywiście do czego sięgać. Jest oczywiście kwestia szczegółów, w jaki sposób do tego sięgnąć. To pewna księgowa czy też finansowa operacja. I na ten temat będzie rozmowa we wtorek - zaznaczył poseł Prawa i Sprawiedliwości. - Mam nadzieję, że z tego spotkania wyniknie konkretne rozwiązanie. Moim zdaniem są środki na to, żeby polski SAFE zero procent był w dyspozycji państwa polskiego. Jest natomiast pytanie czy należy w ogóle sięgać po europejski SAFE z wszystkimi jego wędzidłami merytorycznymi i politycznymi - podkreślił polityk.
Adriana Porowska z Polski 2050 stwierdziła, że propozycja Karola Nawrockiego wygląda "trochę tak, jakby było to przygotowanie do weta". - Ale jak wiemy, świat się zmienił i bezpieczeństwo jest czymś niezwykle ważnym. Dyskusja o tym, w jaki sposób zapewnić bezpieczeństwo Polkom i Polakom jest niezwykle istotna i ważna. Ale wiemy, że tych pieniędzy potrzebujemy tu i teraz. Program SAFE to jest też europejska solidarność, to także mocny głos całej Europy, o co wszyscy zabiegaliśmy. To bezpieczeństwo rodzi się w solidarności europejskiej i - jak rozumiem - to przeszkadza bardzo stronie opozycyjnej i panu prezydentowi. To niedobrze. Ale bardzo dobrze, że będzie rozmowa we wtorek o tym drugim SAFE. Bo w tej chili rozmawiamy o opiniach, a nie o faktach - powiedziała rozmówczyni radiowej Trójki.
SAFE Nawrockiego. "Propozycja czysto polityczna"
Tomasz Trela podkreślił, że można się spodziewać weta Karola Nawrockiego w sprawie SAFE. - Bo wspólne wystąpienie na konferencji prasowej z szefem Narodowego Banku Polskiego trzeba czytać jednoznacznie: mamy inne rozwiązanie, nie potrzebujemy europejskich pieniędzy. To jest bardzo szkodliwe i bardzo niedobre, bo ustawa o SAFE przeszła całą drogę legislacyjną i jest do podpisania dla pana prezydenta - zaznaczył. - Jeżeli chodzi natomiast o propozycję, która została sformułowana w tym tygodniu, to jest to propozycja czysto polityczna. Bo kiedy słyszę, że politycy mówią o tym, że możemy rozwiązać nasze rezerwy z NBP, to mam wrażenie, że politycy prawej strony, głównie Prawa i Sprawiedliwości, nie zdają sobie sprawy, w jakim przypadku rozwiązuje się rezerwy. Są to przypadki ekstraordynaryjne, jak klęski żywiołowe, kataklizmy albo stan wojny w danym kraju. Ale prezes Glapiński dwukrotnie potem powiedział, ze nie będzie korzystał z rezerw. W moim przekonaniu prezes NBP nie ma żadnego konkretnego rozwiązania na stole i nie wie jak to zrobić - stwierdził Trela,
Według Anny Bryłki z Konfederacji "Polacy powinni mieć świadomość z czym wiąże się unijne rozporządzenie SAFE". - To jest kolejny wspólny dług. Nie ma gwarancji, że cały ten program, te 44 mld euro, wzmocni polskie bezpieczeństwo. Każdy, kto przeczyta rozporządzenie, nabierze wielu wątpliwości, a przede wszystkim przekonania, że tak naprawdę w wielu sprawach Komisja Europejska arbitralnie będzie decydowała o tym, w jaki sposób te pieniądze będą trafiały do Polski - powiedziała europosłanka. - Przypomnę, że to rozporządzenie wzbudza wiele kontrowersji w samej Unii Europejskiej, a przede wszystkim w Parlamencie Europejskim. Mało kto wie, że zostało ono zaskarżone przez Parlament Europejski do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, z powodu tego, że Komisja Europejska zaproponowała złą podstawę prawną, omijającą w całym procesie legislacyjnym Parlament Europejski - podkreśliła.
Jakub Banaszek z Kancelarii Prezydenta stwierdził natomiast, że prezydent Karol Nawrocki "nie podjął jeszcze decyzji co do samego programu SAFE i ustawy". - Bo ustawa to nie tyko instrument zwrotny, jakim jest program SAFE, ale także szerszy katalog zaciągania kredytów i pożyczek, a także zapewnienie gwarancji przez Skarb Państwa, czyli dodatkowy wydatek do realizacji programu SAFE. Decyzja zostanie pewnie podjęta w ostatnich dniach, bo toczą się jeszcze rozmowy i analizy w tym zakresie. To dobrze, bo przy programie SAFE strona rządowa zaczęła w huraoptymistyczny sposób komunikować istotę programu SAFE: że to dotacja, że to gigantyczne środki, a także możliwość rozwoju ściany wschodniej i jedyna szansa dla Polski. Ale to była sfera PR-u i doniesień medialnych. Potem, kiedy zaczęto analizować program SAFE i ustawę, okazało się, że nie mamy pełnej informacji o oprocentowaniu tego kredytu. Dopiero potem ujawnił to minister finansów, ale ostatecznie nie wiadomo jakie będzie oprocentowanie - powiedział gość Trójki.