| J. Sellin: po Smoleńsku |
|
Od 7 do 9 kwietnia trwało kolejne posiedzenie Sejmu. Zebrał się też Senat. Jak zwykle okazja do wielu rozmów z politykami. Jedną z głównych rozpatrywanych spraw była ustawa o zmianach w IPN-ie. Na korytarzu spotykam prezesa Janusza Kurtykę, którego informuję, że za chwilę z kolegami z dawnego Ruchu Młodej Polski mam konferencję prasową w obronie dotychczasowych reguł rządzących tą instytucją. Prezes dziękuje mi za tę inicjatywę, a sam idzie na debatę do Senatu. Jeszcze tego samego dnia przysiada się do mnie poseł PO Arkadiusz (Aram) Rybicki, główny orędownik zmian w IPN-ie. Znamy się z RMP już od ponad 25 lat i bardzo lubimy. Rozmawiamy więc szczerze, gdyż w sprawie IPN-u po prostu się różnimy. Umawiamy się też na spotkanie za miesiąc w gdańskim „Turbocie” na promocję książki mojego kolegi Roberta Kuraszkiewicza o „Polityce nowoczesnego patriotyzmu”. Kilkanaście godzin później obaj, Aram Rybicki i Janusz Kurtyka wsiadają do tego samego samolotu, który bierze kurs na Smoleńsk… W kawiarni senackiej spotykam Janusza Kochanowskiego, rzecznika praw obywatelskich. Przybył, by uczestniczyć w debacie o IPN. Namawiam go do tego, by następną ustawą, którą się zainteresuje była ta o przemocy w rodzinie. Obiecuje, że po powrocie z Katynia „bierze ją na warsztat”. Kilkanaście godzin później leci samolotem do lasku katyńskiego… Niedługo miały się zacząć Warszawskie Spotkania Teatralne. Rozmawiam więc z Tomkiem Mertą, wiceministrem kultury o tym, na które z zaplanowanych przedstawień warto w tym roku pójść. Kilkanaście godzin później Tomek znajduje się na pokładzie samolotu próbującego lądować w Smoleńsku… Zostaje jego żona Magda i trzy córki, z którymi spędzaliśmy kiedyś wakacje nad polskim morzem i regularnie spotykamy się z okazji Magdy bądź Tomka imienin. W Sejmie spotykam też Maćka Płażyńskiego, którego proszę o rekomendację dla planów utworzenia w jednym z gdańskich liceów przez mojego kolegę-nauczyciela wyspecjalizowanej „klasy kresowej”. W piątek Maciek daje mi pismo jako prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, w którym podkreśla, że „Kresy w sensie duchowym, nie geograficznym, to nie tylko folklor i sentymentalne wspomnienia, to nadal jest i musi pozostać część naszej kultury, świadomości narodowej, to część naszej Ojczyzny”. Kilkanaście godzin później Maciek przelatuje nad tymi Kresami, by dolecieć do Smoleńska… Próbuje tam lądować o 8.56. A ja w sobotę o 8.55 ląduję w Gdańsku, by przekazać tu jego pismo. W czasie debaty w Sejmie nad polityką zagraniczną podchodzi do mnie i moich kolegów z Koła Polska Plus wicemarszałek Krzysztof Putra z PiS, by – jak to miał w zwyczaju – sympatycznie sobie pożartować. Na koniec mówi ważne dla mnie słowa (i poważne). Kilkanaście godzin później jest na pokładzie samolotu do Smoleńska… Osieroca ośmioro dzieci. Sześć rozmów w przeddzień katastrofy. Tym razem nie było okazji do rozmowy z Przemkiem Gosiewskim, którego poznałem już na strajku studenckim na Uniwersytecie Gdańskim w 1988 roku; z Andrzejem Przewoźnikiem, którego poznałem rok później w wojsku i z którym dokonywałem prowokacyjnych zmian w tej zagubionej wówczas i zmieniającej się instytucji, a który potem okazał się jednym z najlepszych urzędników niepodległego państwa polskiego; ze Sławkiem Skrzypkiem, z którego żoną odwiedzaliśmy się rodzinnie. Wszyscy oni w gronie 96 osób dołożyli swą ofiarę z życia do tej, która została złożona 70 lat wcześniej przez 22 tysiące polskich oficerów i urzędników państwowych. Przecież nie polecieli tam dla prywatnej przyjemności i czczej ciekawości. Polecieli, by oddać cześć ofiarom zbrodni katyńskiej i reprezentować w tę okrągłą rocznicę naród i państwo polskie. Można więc powiedzieć, że zginęli ZA POLSKĘ. Tak jak w Katyniu, Miednoje czy Charkowie ginęły polskie elity związane politycznie i z sanacją, i z endecją, i z polskim socjalizmem, i z ruchem ludowym, tak w samolocie do Smoleńska usiedli obok siebie przedstawiciele wszystkich opcji politycznych dziś rywalizujących ze sobą. Czy to nie znak dla nas, polityków? Czy coś w polskiej polityce nie powinno się zmienić w związku z tą tragedią? Czy niektórzy politycy (i dziennikarze) nie powinni mieć poczucia żalu za czasem organizowane przez siebie seanse nienawiści (lub wyśmiewania) swoich konkurentów politycznych? Czy tak trudno zrozumieć, że człowiek zaatakowany personalnie, może już jutro nie móc się bronić, bo już jutro może go nie być wśród nas, a atakujący zostaje ze swoimi brutalnymi słowami i problemem sumienia? Czy tak trudno zrozumieć, że walczyć należy z błędem, a nie z błądzącym? Nie jestem naiwny. Polityka to sfera rywalizacji i konfrontacji, ścierania poglądów i debaty. Ale nie musi ona przekraczać granic gorszącej kłótni. Nie musi personalnie poniżać przeciwnika politycznego. Może być uprawiana na poziomie i w dobrym stylu. Jeśli czegoś nas może nauczyć tragedia smoleńska, to daj Bóg, by właśnie tego. I na koniec do koleżanek i kolegów z PiS-u i do Jarosława Kaczyńskiego. Ucierpieliście w tej tragedii najbardziej. Odeszło kilkanaście osób związanych z Waszą partią. To wyrwa nie do zabliźnienia. Jestem więc myślami i modlitwą również z Wami. Jestem myślą i modlitwą z Prezydentem Lechem Kaczyńskim, z Jego Małżonką Marią, którą tak często widywałem na koncertach w filharmonii czy Operze Narodowej. Ale niech mi będzie wolno szczególnie współczuć Jarosławowi Kaczyńskiemu, prawdziwemu Hiobowi naszych czasów. Wiemy, jak silny uczuciowo jest związek bliźniaczy. Wiemy kim też politycznie był dla niego brat. Wiemy, że poza nim, jego żoną i cierpiącą obecnie w szpitalu matką ten człowiek nie ma bliższych osób. Tragedia smoleńska to wyrwanie mu połowy duszy i serca. Ponad dwadzieścia lat pracy dla Polski i taki cios. Pamiętajmy o tym wszyscy, nawet ci, którzy oceniają tę jego pracę krytycznie. Jarosław Sellin |



