| J. Sellin: AKTUALNOŚĆ MYŚLI POLITYCZNEJ LECHA BĄDKOWSKIEGO |
|
BRATNIAK NR 30 I. OSOBA II wojnę światową przeżył z bronią w ręku. Walczył w wojnie obronnej 1939 roku (m.in. w bitwie nad Bzurą), walczył pod Narwikiem (za tę bitwę wyróżniony orderem Virtuti Militari), walczył na Atlantyku i Morzu Śródziemnym w Marynarce Wojennej. W 1946 roku zdecydował się na powrót z tułaczki wojennej do kraju z Wielkiej Brytanii. Zamieszkał w Gdańsku. Z temperamentu polityk, nie mógł oczywiście w warunkach PRL-u uczestniczyć czynnie w jawnej polityce, dlatego w pewnym sensie uciekł do aktywności dziennikarskiej i pisarskiej. Osiągnął w tych dziedzinach niemałe sukcesy. Jego powieści, zwłaszcza historyczne, cieszą się popularnością do dziś. W 1956 roku, korzystając z odwilży politycznej, zainicjował działalność Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, które legalnie działając z PRL-u, wyszło z tej próby z twarzą. L.Bądkowski dbał o typowo pomorską roztropność w działaniu Zrzeszenia. Jako literat stawił dzielny opór komunistycznym władzom w wydarzeniach Marca 1968 roku, a gdy w latach 70-tych zaczęła powstawać opozycja demokratyczna, natychmiast nawiązał z nią współpracę. Od początku dotyczyło to również naszego środowiska – Ruchu Młodej Polski, do którego, jak sam wspominał, "znacznie bardziej się zbliżył" (z kontaktów z lat 70-tych wymieniał przede wszystkim A.Halla, A.Rybickiego, D.Kobzdeja, M.Modzelewską i L.Jankowskiego). Jedną z jego najważniejszych prac politycznych – "Twarzą do przyszłości", wydała nasza, młodopolska oficyna jeszcze przed Sierpniem 1980 roku. Praca ta była regularnie czytana w Radiu Wolna Europa. Wielkie dni L.Bądkowskiego to Sierpień 1980 roku. Szybko pojawił się na strajku z wyrazami poparcia od wielu polskich pisarzy. Lech Wałęsa natychmiast włączył go do Prezydium strajku. Powierzono mu rolę rzecznika prasowego. Dla dziennikarzy krajowych i zagranicznych stał się głosem i twarzą rodzącej się "Solidarności". Brał też udział w negocjacjach z władzami, koncentrując się na postulatach politycznych. Wiedział już wówczas o swojej chorobie nowotworowej, między innymi dlatego później odsunął się od pierwszoplanowej aktywności w związku. Do końca swych dni wspierał polską opozycję, nie wyłączając lat stanu wojennego. Zmarł w 1984 roku, a jego pogrzeb w Gdańsku zamienił się w wielką, patriotyczną manifestację. Na jego nagrobku trafnie napisano – "Pisarz, Żołnierz, Obywatel". II. PUBLICYSTYCZNY DOROBEK POLITYCZNY Najważniejsze prace L.Bądkowskiego o charakterze ideowo-politycznym to: - "Pomorska myśl polityczna", którą napisał w 1944 roku w Wlk. Brytanii. Jest to praca niezwykle dojrzała, jak na dzieło napisane przez 24-latka. Właściwie wszystkie jego późniejsze prace polityczne opierają się lub odnoszą do niej. - "Kaszubsko-pomorskie drogi", napisana w 1968 roku, ale ze względu na opory cenzury wydana własnym sumptem, poza jej zasięgiem, dopiero 10 lat później. - "Twarzą do przyszłości", napisana w 1978 roku. Wydana, jak już wspomniałem, jeszcze przed Sierpniem 1980 roku w oficynie Ruchu Młodej Polski. - wiele cennych myśli politycznych zawartych jest też w wywiadach przeprowadzonych z nim w latach 60-tych i 80-tych, wydanych 5 lat temu w książce pt. "Obowiązek prawdy" Dlaczego nadal warto czytać Lecha Bądkowskiego? Na czym polega aktualność jego myśli i idei dziś? III. POLITYKA I GEOPOLITYKA Według przyjaciela i ucznia Lecha Bądkowskiego, Tadeusza Bolduana, jego "poglądy polityczne oscylowały wokół ustroju demokratycznego o silnych podwalinach moralnych. Był klasycznym państwowcem z nieznacznym nachyleniem narodowym". To z pewnością zbliżało go do wrażliwości działaczy RMP. L.Bądkowski wymyka się jednak jednoznacznym schematom lewica-prawica. Wierzył, że w przyszłej, wolnej Polsce silny będzie obóz lewicowy, socjalistyczny, nawiązujący do tradycji PPS-u, ale też obóz narodowy, nawiązujący do tradycji Narodowej Demokracji. Gdyby jednak dożył wolności, trudno wnioskować, który z nich chciałby współtworzyć. Był człowiekiem niewierzącym, ale szanującym tradycję chrześcijańską, katolicyzm oraz wartości, które wiążą się z chrześcijańską wiarą. Kościół rzymskokatolicki był dla niego po prostu jedną z najważniejszych i najtrwalszych instytucji naszej cywilizacji, ale także ostoją polskości, a także obrońcą kaszubskości. Lech Bądkowski myślał o ideach i polityce bardzo szeroko, wręcz globalnie, a już na pewno europejsko. Ale punktem wyjścia w tym myśleniu zawsze była dlań "mała ojczyzna", Pomorze, jego znaczenie i przyszłość. Pomorze-Polska-Europa – ta triada warunkowała jego myślenie geopolityczne, które szczególnie lubił uprawiać. Już w "Pomorskiej myśli politycznej", mimo, że nieznane były jeszcze efekty II wojny światowej, L.Bądkowski wierzył, że motorem modernizacji Polski może być Pomorze. Postulował włączenie do Polski całego, niepodzielnego Pomorza, "od Strzałowa [Stralsund] do Elbląga", co w większości zostało zrealizowane przez włączenie do Polski ziem pomorskich po Odrę, a także Gdańska i Elbląga właśnie. Wiara w modernizację dzięki Pomorzu nie wynikała wyłącznie z jakiejś nadmiernie rozbujanej miłości do małej ojczyzny. Z jego analiz wynikało, że położenie geograficzne Pomorza, doświadczenie historyczne Pomorzan i Kaszubów, a także ich charakter mogą być motorem modernizacyjnym całej Polski. Zacznijmy od położenia geograficznego. Gdynia miała być tego dobrym przykładem. Mimo, że Polska międzywojenna była wybitnie lądowym krajem, miała niewielki dostęp do morza, to największy, symboliczny wręcz sukces modernizacyjny tego biednego państwa to była właśnie budowa Gdyni – miasta, portu, stoczni, floty morskiej i wojennej. I w późniejszych pracach L.Bądkowski zwracał uwagę, że morze jest ciągłym wyzwaniem dla Polski, często niestety lekceważonym i niespełnionym. Do dziś zarzut ten nie traci na swojej aktualności. Nie ma spójnej polityki morskiej państwa, a jeśli jakakolwiek jest, to tylko wskutek roztropnej działalności nadmorskich samorządów. Patrząc z perspektywy pomorskiej L.Bądkowski podkreślał, że w przyszłości kierunek północny może być tym, w którym wolna Polska może znaleźć mądrych sojuszników. Litwa, Łotwa, Estonia i generalnie Skandynawia (Finlandia, Szwecja, Norwegia i Dania) – to w tym kierunku powinna koncentrować się uwaga geopolityczna przyszłej, niepodległej Polski. Gdy dziś widzimy, kto stanął obok Polski w zabiegach o mądrą politykę Unii Europejskiej wobec Wschodu (polsko-szwedzka inicjatywa Partnerstwa Wschodniego), kto wykazuje się rozsądkiem i brakiem naiwności wobec Rosji na przykład w czasie ubiegłorocznej wojny z Gruzją (ostre słowa premiera Szwecji; wizyta przywódców państw bałtyckich obok polskiego prezydenta w Tbilisi, która zatrzymała inwazję Rosjan na gruzińską stolicę), kto wraz z nami zwalcza rosyjsko-niemiecki Gazociąg Północny przez Bałtyk w imię nie tylko narodowego interesu, ale też dobrze pojętej solidarności europejskiej, musimy przyznać, że myślenie L.Bądkowskiego w tej sprawie w latach głębokiego PRL-u było bardzo profetyczne. Na kierunku północnym możemy być naprawdę regionalnym liderem, zwłaszcza, że mamy największy potencjał ludnościowy, a nasz potencjał gospodarczy właśnie w tym roku dorównał szwedzkiemu. L.Bądkowski, myśląc też o odwiecznym dylemacie życia polskiego "między Rosją a Niemcami" już pod koniec lat 70-tych planował utworzenie konfederacji Wolnych Narodów Europy Środkowej, obejmującej dzisiejsze kraje Czworokąta Wyszehradzkiego (Polska, ówczesna Czechosłowacja i Węgry) + 3 kraje bałtyckie (Litwa, Łotwa i Estonia). Prorocko pisał w 1978 r.: "Narody i państwa Europy Środkowej nie mogą istnieć w pojedynkę, każde sobie, a tym bardziej skłócone między sobą o dawne krzywdy wzajemnie wyrządzane, o granice, o prestiż, o procedencję. Zakładając hipotetycznie, że imperializm rosyjskosowiecki zostanie zmuszony do wycofania się z ich obszaru i pozbawiony siły agresywnej, a ekspansjonizm niemiecki skutecznie powstrzymany przez zintegrowaną wspólnotę europejskiego Zachodu (chociażby dlatego jej okrzepnięcie leży także w naszym interesie), Europa Środkowa nareszcie miałaby chwilę stosowną na wzięcie czynnego udziału w kształtowaniu swego losu". Ziściło się to ćwierć wieku po napisaniu tych słów, ale nie w formie federacji, którą planował L.Bądkowski, lecz przez jednoczesne wstąpienie wszystkich tych państw do "zintegrowanej wspólnoty europejskiego Zachodu", jak to sam określił, czyli do Unii Europejskiej. Ciekawostką do przemyślenia jest to, że L.Bądkowski postulował zaniechanie wszelkich rewindykacji granic po upadku "imperium rosyjskosowieckiego" (swoją drogą to chyba najlepsze określenie istoty tego, czym był Związek Sowiecki, nie podjęte przez innych) z jednym wszakże wyjątkiem. Okręg królewiecki nazywał "absurdalną rosyjską kolonią". Sam nazywał ten teren historyczną Sambią i uważał, że powinna ona przypaść Litwie "jako dziedzictwo po wygasłych pobratymcach bałtyjskich". Obecna ludność miałaby wybór – zostać lub emigrować. L.Bądkowski twierdził, że "Rosjanie nie są naszymi sąsiadami". W stosunku do prawdziwych, odwiecznych naszych sąsiadów na Wschodzie postulował postawy dziś oczywiste. W stosunkach z Ukrainą zalecał rezygnację z tradycji jagiellońskich, gdyż, choć dla nas miłe, mogą "rozbudzać podejrzenia na temat ekspansjonizmu polskiego". Niezgodnie z późniejszą rzeczywistością przypuszczał, że łatwiej nam przyjdzie współpraca z Białorusinami, gdyż "mocniej zaznaczyły się u nich wpływy zachodnie, ze strony Polski i Litwy". Drugim, obok położenia geograficznego, elementem uzasadniającym tezę Lecha Bądkowskiego, że Pomorze może być atutem modernizacyjnym Polski, miało być doświadczenie historyczne Pomorza. Paradoksalnie, według niego, może się to brać z dłuższego, niż w przypadku Polaków z innych regionów, niebytu państwowego Pomorzan i Kaszubów. L.Bądkowski przypominał, że gdy Polska odradzała się po rozbiciu dzielnicowym na przełomie XIII i XIV wieku, Pomorze dołączyło do Polski dopiero 150 lat później, po ostatecznym pokonaniu Krzyżaków. Szybciej też uległo rozbiorowi od większości innych ziem polskich, bo już w 1772 roku, a wróciło do Macierzy dopiero w 1920 roku. Rozbiory trwały tu więc prawie 150 lat, gdy w większości innych ziem polskich o życie jednego pokolenia mniej. Według L.Bądkowskiego dzięki takiemu doświadczeniu my, Pomorzanie i Kaszubi, umiemy lepiej wyciągać lekcje z historii. "Wykuwszy się w twardych warunkach życiowych, pomorska myśl polityczna nie jest skłonna do fantazjowania; walcząc o życie, myśli kategoriami życia" – pisał już w 1944 r. W tej sprawie grzeszył też pewną naiwnością wierząc na przykład, że wciąż istnieje podskórne poczucie słowiańskiej odrębności wśród mieszkańców zgermanizowanego Pomorza Zachodniego. Traktował ich po prostu jak zgermanizowanych Słowian i wierzył, że jeśli po wojnie będą żyć w państwie polskim, to w ciągu jednego, dwóch pokoleń większość z nich ponownie się spolonizuje. Nie doceniał siły wielowiekowej budowy poczucia niemieckości na bazie świetnie zorganizowanego państwa pruskiego i wyznaniowej odrębności tych ziem (Niemcy – luteranie; Polacy – katolicy). Ustalenia graniczne powojennych mocarstw i przesiedlenia Niemców nie pozwoliły zweryfikować tej wiary L.Bądkowskiego, ale śmiem przypuszczać, że gdyby do nich nie doszło, mielibyśmy dziś świetnie zorganizowaną, o wiele liczniejszą niż na Opolszczyźnie mniejszość niemiecką na tym terenie. Trzecim elementem modernizacyjnym Polski umożliwianym przez Pomorzan miały być – zdaniem L.Bądkowskiego – cechy charakteru Kaszubów i Pomorzan. Już w wieku 21 lat napisał broszurę pt. "Charakterystyka Pomorzan" z bardzo cennymi i – moim zdaniem wciąż aktualnymi – uwagami na ten temat. L.Bądkowski nie był bezkrytyczny wobec swych rodaków. Uważał, że Pomorzanie są mało aktywni, raczej defensywni, zachowawczy, nieufni, niezbyt bogaci w wybitne talenty. (Choć gdyby dożył wolnej Polski, może zweryfikowałby ten pogląd obserwując chociażby, jak wielu znaczących polityków dała Polsce Ziemia Pomorska. Jak dotąd wszyscy trzej prezydenci Polski w różny sposób związani byli z Pomorzem; dotyczy to również dwóch premierów – J.K.Bieleckiego i D.Tuska). L.Bądkowski doceniał w Pomorzanach zwłaszcza moc trwania, zdolność do przyswajania sobie nowych elementów (ale po ich odpowiedniej "obróbce"). Jako lud z punktu widzenia całości Polski kresowy, lud pogranicza, Pomorzanie i Kaszubi mieli wnosić do wspólnego, polskiego dziedzictwa cechy odmienne od, na przykład, kresowiaków ze Wschodu. Raczej więcej pozytywizmu niż romantyzmu, raczej więcej systematyczności niż fantazji, raczej więcej pracowitości i "ochędóstwa". L.Bądkowski z zainteresowaniem obserwował powojenny proces scalania się Kaszubów i Pomorzan z przybyszami z Wileńszczyzny. Dostrzegał wykluwanie się "współczesnego społeczeństwa pomorskiego". Nigdy tego tak nie ujął, ale chyba zgodziłby się z moją tezą, że niepokorność tego właśnie społeczeństwa pomorskiego w latach PRL-u, przejawiająca się zwłaszcza w wydarzeniach Grudnia 1970 r., relatywnie silnych organizacjach opozycyjnych 2 połowy lat 70-tych, wydarzeniach Sierpnia 1980 r., faktycznego przeniesienia politycznej stolicy Polski do Gdańska w latach 1980-81, a także w latach przełomu 1988-89, nie było przypadkowe. Wynikało w dużej mierze z socjologicznej mieszanki wybuchowej, w której Kaszubi i Pomorzanie nie akceptowali "komuny" z powodu gospodarczego bałaganu i absurdu, "brudu i syfu", a "wilnianie" z powodu odwiecznej niechęci do Rosji, pamięci sowieckich krzywd i romantycznego ducha powstańczego. Takie postawy odnajdywałem na przykład wśród pracowników gdańskich stoczni w zależności od tego, z jakiej rodziny pochodzą. IV. POMORSKA SZKOŁA POLITYCZNA Lech Bądkowski postulował dalsze rozwijanie pomorskiej myśli politycznej. Widział jej ciągłość od Floriana Ceynowy, przez Jana Karnowskiego, Hieronima Derdowskiego, Aleksandra Majkowskiego do samego siebie. Czy dzisiaj widać jej dalszy rozwój? W części kaszubskiej z pewnością tak – zwłaszcza przez bogatą publicystykę ludzi z kręgu Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Myślę, że jakieś badanie historyczne mogłoby też udowodnić tezę, że istnieje specyficzna, pomorska myśl polityczna rozproszona w pismach "Polityka Polska" (krąg Ruchu Młodej Polski) i "Przegląd Polityczny" (krąg gdańskich liberałów). L.Bądkowski uważał, że rozwój tej myśli pomoże "przesuwać serce polskości ze wschodu na zachód", a to było dla niego też czynnikiem modernizacyjnym. V. SAMORZĄDNOŚĆ Lech Bądkowski postulował budowę i umacnianie samorządu w przyszłej, wolnej Polsce. To być może najbardziej spektakularny, pośmiertny sukces jego politycznej myśli, gdyż na taki właśnie ruch zdecydowała się Polska po 1990 roku. L.Bądkowski głosił rzecz dziś wydaje się oczywistą, choć w latach PRL-u taką oczywistą być nie musiała – by decentralizować państwo bez zatraty jego unitarnego charakteru. Kluczowe w myśli L.Bądkowskiego pojęcie to "regionalizm" (wcześniej używał pojęcia "krajowość", które później zarzucił). Już w latach 60-tych napisał, że regionalizm "to koncepcja i praktyka działalności społecznej i organizacyjnej, opartej o określoną grupę etniczną (lub zespół blisko pokrewnych grup), która w toku procesu historycznego i kulturowego uformowała się w społeczność wewnętrznie spoistą i trwałą, wyróżniającą się wśród innych. Koncepcja ta zakłada samorządne rozwijanie i wzbogacanie życia dzielnicy zamieszkałej przez tę społeczność w ścisłym związku z innymi dzielnicami narodu i państwa oraz w podporządkowaniu nadrzędnym celom narodowej i państwowej wspólnoty. Według zasad tak pojmowanego regionalizmu społeczność ta nie jest zamknięta, lecz przeciwnie, chętnie przyjmuje i przyswaja obywateli wchodzących w nią z zewnątrz, jeśli chcą oni współżyć i pożytecznie pracować w jej ramach. Należy zaznaczyć, że niektóre dziedziny życia zbiorowego są z góry wyłączone z zakresu normatywnego działania regionalizmu-krajowości, a szczególnie: ustawodawstwo, obrona i bezpieczeństwo państwa, polityka zagraniczna, planowanie i koordynacja gospodarki narodowej. Podlegają one organom władzy ogólnopaństwowej. Sprawy wewnętrzne (…) w sensie wykonawczym i szczegółowym należą do samorządu krajowego. Zasada regionalizmu-krajowości nie tylko nie wnosi elementów działania odśrodkowego, osłabiającego jedność wspólnego państwa, lecz właśnie wzmacnia – dzięki uelastycznieniu struktur i upowszechnieniu odpowiedzialności – jego zbiorową zawartość i siłę". Czyż pod taką definicją nie mogliby się podpisać twórcy polskiego samorządu z 1990 i 1998 roku? Lech Bądkowski miał pozytywną obsesję "małej ojczyzny". Nie jestem tego pewien, ale wydaje mi się, że to powszechnie dziś używane pojęcie, wymyślił, lub przynajmniej rozpowszechnił właśnie L.Bądkowski. Uważał, że "umiłowanie małej ojczyzny leży jak najbardziej w interesie dużej ojczyzny". W jednym z wywiadów z lat 60-tych powiedział: "Uważam, że uczucia patriotyczne (i szerzej jeszcze, uczucia solidarności ludzkiej) kształtują się prawidłowo wtedy, kiedy opierają się o związek organiczny z konkretną społecznością i z konkretną ziemią. Trudno tak ot, wprost i bezpośrednio kochać 3 miliardy ludzi [ludność świata w latach 60-tych – przyp. J.S.], trudno nawet kochać 30 milionów [ludność Polski w tych latach – przyp. J.S.]. Ten związek, jak sądzę, wymaga stopniowania". Nie wiem, czy L.Bądkowski wypowiadając te słowa zdawał sobie sprawę z tego, że głosi klasyczną, katolicką zasadę "ordo caritatis" ("porządek miłości"), która szanując ludzką naturę akceptuje właśnie to "stopniowanie" uczuć miłości, poczynając od własnej rodziny, przez społeczność lokalną, przez naród po całą ludzkość. VI. KONDYCJA NARODU Lech Bądkowski uważał, że należy snuć krytyczną refleksję na temat kondycji narodu, by nie dał się uśpić, by nie popadł w samozachwyt, by się zbyt łatwo nie usprawiedliwiał ze swoich wad. Jako osoba pamiętająca okres międzywojenny, mógł porównywać, co stało się z narodem po 30-40 latach komunistycznego zniewolenia, ale nie uważał, że tym zniewoleniem wszystko można usprawiedliwić. Był ostry w sądach, zwłaszcza w latach gierkowskich. Główna jego teza brzmiała: "Polska po prostu schamiała". Jego zdaniem w porównaniu z 20-leciem międzywojennym obniżyła się kultura życia i wzajemnego obcowania Polaków. Niektóre tezy L.Bądkowskiego warto i dziś cytować, gdyż, niestety – moim zdaniem – w dużej mierze nie zatraciły one swej aktualności. Oto niektóre z nich: - "Społeczeństwo polskie jest chore (…) Robotnik, urzędnik, sprzedawca, rzemieślnik, nauczyciel, nierzadko uczony i artysta – pracują marnie (…) Rosną wymagania odnośnie do płac i warunków życia. Ludzie chcą mieć więcej i żyć lepiej, co zrozumiałe, ale wszystkiego chcą mniejszym wysiłkiem, a nierzadko drobną nieuczciwością i trochę większą kombinacją. Kompromisy z sumieniem stały się powszechne i akceptowane." - "Strach zwierzchników przed odpowiedzialnością, spychanie jej na innych i wynikający stąd brak natychmiastowych decyzji, mnożenie zbędnej sprawozdawczości i nieskutecznej kontroli". - "Jałowa biurokracja, nagminne karierowiczostwo, faworyzowanie ‘swoich’, dyskryminacja ‘nieprawomyślnych’". - "Łapówkarstwo w bogactwie form stało się systemem. To samo korzystanie ze stosunków i protekcji". - "Brak podstawowego szacunku człowieka do człowieka, objawiający się w zwykłych bieżących stosunkach: opryskliwość, nieskrępowane używanie wulgarnych słów, wyzwisk i klątw; chamstwo nierzadkie również w urzędach, agresywność niczym nie prowokowana; ulegamy presji grubiaństwa". Jak więc widzimy, Lech Bądkowski to klasyczny polski inteligent-patriota, kochający własny naród, ale nie schlebiający mu, pokazujący mu wady, z którymi warto się zmierzyć. VII. SKUTKI SIERPNIA 1980 Największe politycznie dni, jakie przeżył Lech Bądkowski, Sierpień 1980 roku, miały dla niego "rangę Powstania Narodowego ery atomowej". Mimo swego pozytywistycznego nastawienia, realizmu, skłonności do kompromisu, dobrze oceniał niepokorność Polaków. W 1981 roku powiedział: "Istnieje szkoła myślenia, która utrzymuje, że taka – pozornie bezsensowna – hekatomba jak Powstanie Warszawskie, ocaliła nas przed włączeniem na zasadach republiki do ZSRR. Stalin i jego doradcy zdali sobie sprawę, że mieliby kilkadziesiąt milionów zawziętych rebeliantów i że lepiej, ażeby byli oni trochę osobno. Nie propaguję czynu zbrojnego ani szaleństwa jako stylu czy metody życia, ale też nie potępiam naszej, narodowej, niepokory. Dzięki tej postawie – spójrzmy tak w perspektywie historii – czy jako naród myśmy tak fatalnie wyszli? (…) Historia jest taką dziwaczką, dla której całkowicie racjonalne elementy nie stanowią wyłącznej siły. Stąd optymizm mojego spojrzenia i na ostatnie wydarzenia". Jeszcze w czasie "karnawału Solidarności" przewidywał, że "gdyby nawet nastąpiła reakcja, zdrowe skutki wstrząsu będą świadomościowo i społecznie czynne na pokolenie, plus minus 30 lat". A więc około roku 2010 dochodzimy do kresu tego oddziaływania. Czy się pomylił? Sądzę, że nie. Sierpień 1980 roku – zdaniem L.Bądkowskiego – stworzył "podstawę dla istnienia psychicznej autonomii społeczeństwa polskiego". To musiało owocować, czasem w dość pokrętny sposób i nie od razu, ale jednak… Przy okazji dzisiejszych gorących dyskusji na temat Lecha Wałęsy warto w tym miejscu przypomnieć też opinię na jego temat wnikliwego obserwatora, jakim był L.Bądkowski, który z przywódcą "Solidarności" współpracował blisko na strajku w stoczni, a i potem miał z nim kontakty, choć z własnego wyboru dużo rzadsze. W 1981 roku powiedział: Lech Wałęsa "jest postacią historycznie przypadkową, to jest przykład płatania figlów przez historię. Głód moralnego przywództwa w Polsce spowodował to niesłychane wyniesienie Wałęsy (…) Ten człowiek, chociaż jest symbolem przełomu, nie jest oczekiwanym przywódcą. Przeskoku z represjonowanego bezrobotnego na człowieka roku kreowanego na Zachodzie, na okładki ilustrowanych pism o milionowych nakładach, udzielającego wywiadów największym na świecie agencjom, tygodnikom i dziennikom, mógłby dokonać tylko człowiek o ogromnej kulturze wewnętrznej, by nie ulec zepsuciu". Tylko L.Bądkowski odważył się wyrazić krytyczne opinie na temat cech charakteru i stylu przywództwa L.Wałęsy w słynnej publikacji mu poświęconej, wydanej w euforii roku 1981. Ale jednocześnie tuż przed śmiercią, w latach stanu wojennego z podziwem przyznał, że L.Wałęsa dał sporo "dowodów umiaru i rozwagi", w przeciwieństwie do wielu innych przywódców solidarnościowego podziemia. Uznał, że "była to najlepsza postać, jaka znalazła się w kręgu" przywódców Solidarności. VIII. USTRÓJ DLA WOLNEJ POLSKI Poza streszczonym wyżej postulatem decentralizacji przyszłego wolnego państwa polskiego, wprowadzenia silnego samorządu, ale w ramach unitarnego państwa, L.Bądkowski zastanawiał się też nad jego ustrojem. Uważał, że "władza wykonawcza powinna posiadać uprawnienia, umożliwiające jej rzeczywiste sprawowanie sprężystych rządów". Jakże to aktualny postulat dziś, gdy męczymy się z wprowadzonym konstytucją z 1997 roku rozproszeniem tej władzy między urząd prezydenta i premiera. L.Bądkowski chciał władzy silnej i sprawnej, choć oczywiście podlegającej kontroli społeczeństwa. Nie widział sprzeczności między taką silną władzą a uprawnieniami demokratycznymi społeczeństwa. Co ciekawe, w świetle postulatów konstytucyjnych Ruchu Polska XXI, który obecnie współtworzę, L.Bądkowski, tak jak my, uważał, że do charakteru narodowego Polaków najbardziej pasowałby system prezydencki na wzór Stanów Zjednoczonych lub Francji. IX. ZAKOŃCZENIE Lech Bądkowski powinien był przejść do historii jako jeden z najwybitniejszych polskich polityków XX wieku. Taki miał temperament, autorytet i zdolności przywódcze. Miał dobre rady dla polityków. Uważał, że człowiek, który nie uznaje kompromisów, nie może być politykiem, gdyż nie zrealizuje żadnego elementu swojego programu. Trzeba tylko wiedzieć, kiedy kompromis zamienia się w uległość i tego roztropnie unikać. Jako były żołnierz używał artyleryjskiego terminu "korygowanie ognia". Mówił, że w działaniach politycznych trzeba przenosić ten ogień z celów mniej istotnych albo źle wybranych na cele najważniejsze i osiągalne. Sądzę, że w tym krótkim szkicu udowodniłem, że choć od śmierci Lecha Bądkowskiego minęło już ćwierć wieku, warto go nadal czytać, gdyż wiele jego myśli i idei nie straciło na aktualności. Jarosław Sellin poseł, przewodniczący Koła Polska XXI w RMP od 1983 roku |



