Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Artykuły i wywiady

2017

19.09.2017 Sellin: „Byłem wdzięczny prezes SN, że się przełamała i pojawiła na tak ważnej uroczystości. Nie rozumiem tego wycofywania się rakiem”

wpolityceByłem wdzięczny pani prezes, że się przełamała i pojawiła się na tak ważnej uroczystości i reprezentowała tam majestat SN. Nie rozumiałem potem tego wycofywania się rakiem i tego argumentowania. Myślę, że presja części środowiska miała tutaj znaczenie i przypomnienie miejsce w szeregu bliskiej totalnej opozycji — powiedział na antenie TVN24 Jarosław Sellin, wiceminister kultury.
Politycy goszczący w programie „Kropka nad i" zaczęli dyskusję od sprawy firmy Solvere i kampanii informacyjnej „Sprawiedliwe Sądy".

CBA powinno bardzo uważnie przyjrzeć się tej sprawie. To będzie taki test dla pisowskich instytucji (...) Będziemy jako Nowoczesna śledzić tę sprawę — zapowiedziała butnie Gasiuk-Pihowicz.

Jarosław Sellin odpowiadał posłance Nowoczesnej:
Rozumiem, że ten wniosek do CBA wpłynął od totalnej opozycji. Mam nadzieję więc, że uznajecie tym samym, jako totalna opozycja, że jest to instytucja państwa, dedykowana do wyjaśniania takich spraw, a nie jak pani raczyła powiedzieć, „pisowska instytucja".
I dodał, jednocześnie wyciszające emocje w tej sprawie:
Jeżeli są złożone wnioski do CBA i wysłane wyjaśnienia z KPRM, to CBA z pewnością się tym zajmie.
Wiceminister kultury zwrócił uwagę na nagonkę, jakiej doświadcza Polska w związku z kampanią „Sprawiedliwe Sądy".
Nie byłoby potrzeby organizowania tej kampanii na użytek opinii publicznej w Polsce i zagranicy, gdyby nie to, o czym mówił Jacek Saryusz-Wolski, że w każdej sprawie, także planowanej reformy sądownictwa, politycy totalnej opozycji jeżdżą do Brukseli i proszą o interwencję
— powiedział.
Sayusz-Wolski mówił, że w każdej sprawie, która była obiektem zainteresowania urzędników brukselskich, żadnej tej sprawy by nie było, gdyby nie błagania totalnej opozycji „ratujcie nas"
— dodał.
Posłanka Nowoczesnej próbowała się odgryźć, atakując dyplomację w wykonaniu rządzących.
Nie było żadnego zainteresowania ze strony KE, gdyby nie szkodliwe działania polityków PiS-u
— zarzucała Gasiuk-Pihowicz.
Jarosław Sellin tłumaczył także potrzebę kampanii informacyjnej ws. reformy sądownictwa.
Chcemy, żeby zagranica poznała uzasadnienia do konieczności przeprowadzenia reformy sądownictwa w Polsce. (...) Mamy prawo bronić się jako państwo i rząd, który zaplanował dobrą reformą fatalnego wymiaru sprawiedliwości. Ta kampania informacyjna ma opowiedzieć światu, na czym polega intencja reformy – bo na ten temat, także światu, sprzedawano fałszywe informacje
— mówił polityk PiS.

Nie było żadnego zaprzysiężenia sędziego, ale dublera.
Wiceminister, podkreślając jednocześnie, że jest „państwowcem", mówił:
Uważam, że jeśli prezydent na ważną uroczystość zaprasza ważnych urzędników państwowych, żeby wręczyć kolejną nominację do TK, który wreszcie normalnie pracuje i nie bawi się w politykę, liderzy TK nie pojawiają się na wiecach politycznych, nie przedstawiają swojego temperamentu jak poprzedni liderzy TK.

Jak dodał:
Byłem wdzięczny pani prezes, że się przełamała i pojawiła się na tak ważnej uroczystości i reprezentowała tam majestat SN. Nie rozumiałem potem tego wycofywania się rakiem i tego argumentowania. Myślę, że presja części środowiska miała tutaj znaczenie i przypomnienie miejsce w szeregu bliskiej totalnej opozycji.
Sellin przypominał również występ Małgorzaty Gersdorf na „wiecach politycznych organizowanych przez totalną opozycję".
Tego prezes SN czynić nie powinna— dodał.

17.09.2017 Kto kupi nasze gazety?

idziemyZ Jarosławem Sellinem, sekretarzem stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego rozmawia Piotr Kościński

 

Panie ministrze, czy dojdzie do zapowiadanej dekoncentracji mediów?

Mówimy o dekoncentracji właścicielskiej. To poważny problem, z którym państwo polskie powinno się zmierzyć. Żadne poważne państwo, także w Unii Europejskiej, nie pozwala na to, by znaczący odsetek mediów znajdował się w jednym ręku. A u nas na rynku prasy regionalnej dominuje kapitał niemiecki. U siebie nie pozwoliliby na to ani Niemcy, ani Francuzi – i mamy zresztą na to dowody. Istnieje zasada o swobodnym przepływie osób i kapitału w Unii Europejskiej, ale możliwe jest lex specialis. Zachęca do tego sama Unia Europejska, podkreślając, że powinno się pilnować, aby nie było nadmiernej koncentracji mediów.

Czytaj więcej...

17.09.2017 PiS gotowy na zmiany w mediach. Jest projekt ustawy 17.09.2017 12:09

zetlogo- Gotowy jest już projekt ustawy o dekoncentracji kapitału w mediach, czeka tylko na decyzję polityczną - ujawnia Radiu ZET wiceminister kultury Jarosław Sellin.
Nowe prawo ma ograniczać udział zagranicznego kapitału w spółkach medialnych. Wiceminister jest przekonany, że nie będzie naruszać unijnych przepisów dotyczących swobodnego przepływu kapitału.
- Te same przepisy unijne i zalecenia Rady Europy zalecają, żeby akurat w przestrzeni mediów pilnować, by nie było nadmiernej koncentracji i by kapitał narodowy był dominujący - powiedział Radiu ZET Jarosław Sellin.
Wiceminister nie ujawnia jakie rozwiązania będzie proponowało Ministerstwo Kultury. Według przecieków medialnych nowe prawo miałoby ograniczać udział zagranicznego kapitału w spółkach medialnych do 15-20 proc.

W marcu na posiedzeniu komisji kultury wicepremier i minister kultury Piotr Gliński poinformował, że od września ub.r. prace nad projektem dekoncentracji na rynku medialnym prowadzi zespół roboczy z udziałem przedstawicieli resortu kultury, UOKiK i KRRiT. Celem projektu, jak mówił, jest "podniesienie pluralizmu i poziomu jakości funkcjonowania polskiej demokracji". Nowe przepisy mają m.in. przeciwdziałać dominacji kapitału zagranicznego na rynku medialnym.

17.09.2017

Z Jarosławem Sellinem, sekretarzem stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego rozmawia Piotr Kościński

Panie ministrze, czy dojdzie do zapowiadanej dekoncentracji mediów?

Mówimy o dekoncentracji właścicielskiej. To poważny problem, z którym państwo polskie powinno się zmierzyć. Żadne poważne państwo, także w Unii Europejskiej, nie pozwala na to, by znaczący odsetek mediów znajdował się w jednym ręku. A u nas na rynku prasy regionalnej dominuje kapitał niemiecki. U siebie nie pozwoliliby na to ani Niemcy, ani Francuzi – i mamy zresztą na to dowody. Istnieje zasada o swobodnym przepływie osób i kapitału w Unii Europejskiej, ale możliwe jest lex specialis. Zachęca do tego sama Unia Europejska, podkreślając, że powinno się pilnować, aby nie było nadmiernej koncentracji mediów.

Ale kto kupi gazety regionalne, które chyba nie są zbyt dochodowe?

Myślę, że biznes medialny wciąż jest dość intratny. Od lat rośnie skala sprzedaży pakietów reklamowych i to we wszystkich segmentach rynku. Sądzę więc, że chętni do kupienia gazet się znajdą. Jest tylko kwestia decyzji, że ktoś ma tych gazet za dużo i powinien część ich sprzedać.

Czy dekoncentracja mediów ma oznaczać ich polonizację? Bo znamy przepadki, że przejmowanie gazet przez polskich właścicieli nie było dla nich najlepsze.

W mediach obserwujemy ideowy przechył w stronę lewicowo-liberalną; dzieje się tak nie tylko w Polsce, ale w świecie. Różnie można to tłumaczyć, ale fakty są takie, że ogół społeczeństwa jest bardziej konserwatywny niż media. Z mojego punktu widzenia jako polityka, najbardziej opozycyjne są nie partie polityczne, lecz środowisko „Gazety Wyborczej", a przecież dominują w niej polscy właściciele. Sytuacje mogą więc być różne. W moim przekonaniu powinniśmy dążyć do dekoncentracji mediów i jednak sprzyjać temu, bo dominował w nich polski kapitał.

Obserwujemy postępującą tabloidyzację mediów. Czy można mówić o tym, że prasa, radio czy telewizja mają jeszcze jakąś misję?

W prawie mamy zapis, że wszystkie media – nie tylko publiczne – powinny działać w sposób odpowiedzialny i informować rzetelnie. Jednak nie zawsze tak się dzieje. Tabloidyzacja jest efektem dążenia do osiągnięcia jak najlepszego wyniku finansowego po linii najmniejszego oporu, a więc granie na emocjach. W mediach coraz mniej jest treści, a coraz więcej obrazków i hałaśliwych tytułów. I dotyka ona nie tylko prasy, ale i telewizji oraz Internety, a w mniejszym stopniu radia, bo tam trudno o obrazki. Prawo nie może tego regulować, ale można zadbać o to, by istniał segment mediów, za który to państwo ponosi odpowiedzialność, by dla czytelnika i widza była jakaś odskocznia. I takie właśnie winny być media publiczne.

W mediach, zwłaszcza internetowych, obserwujemy coraz więcej „hejtu" i tzw. fake newsów, czyli nieprawdziwych informacji. Jak z tym walczyć.

Niestety, ludźmi dużo łatwiej kierują emocje negatywne, niż pozytywne. I chętniej się takimi negatywnymi emocjami czy spostrzeżeniami dzielą z innymi. Stąd w Internecie znajdziemy więcej wiadomości negatywnych. Trzeba spokojnie tłumaczyć, że tak nie można, że tak nie należy postępować. Ale i więcej: „hejt" jest zjawiskiem coraz bardziej powszechnym, ale tak naprawdę tacy wcale nie jesteśmy. Ci, którym coś się podoba, którzy nie mają pretensji do innych, rzadko o tym piszą.
Natomiast fake newsy to kolejny etap manipulacji, zawsze obecny w mediach – posługiwanie się półprawdami czy po prostu nieprawdą. Trzeba głośno mówić, że coś jest nieprawdą – i demaskować tego źródła.
To jest w jakiejś mierze kwestia funkcjonowania środowiska dziennikarskiego. Byłoby dobrze, gdyby ktoś, kto z premedytacją publikuje fake newsy był przez nie piętnowany. Tak, jak chcielibyśmy, żeby oczyściło się środowisko sędziów, tak byłoby dobrze, gdyby doszło też do oczyszczenia środowiska dziennikarskiego.

Sprzedaż gazet spada, sytuacja mediów jest niepewna. Jak widzi Pan przyszłość środków społecznego komunikowania?

Gdy powstało radio, mówiono, że upadną gazety. Gdy pojawiła się telewizja, wieszczono upadek i gazet, i radia. Po pojawieniu się Internetu dowodzono, że to koniec i prasy, i radia, i telewizji. Nic z tego się nie sprawdziło, bo są to media wobec siebie komplementarne. Internet nie tylko przekazuje własną treść, ale i multiplikuje to, co pojawiło się w prasie i telewizji. Efektem jest pluralizm. Każdy może do Internetu wrzucić to, co chce. Przed wyborami mówiono nam, że nie mamy szans na wygraną, bo prasa jest nam nieprzychylna. Wybory wygraliśmy, bo do ludzi można trafić inaczej. I na tym polega zmiana w mediach.

17.09.2017 Sellin: Kampania informacyjna PFN wzięła się z nieporozumień wokół reformy sądownictwa

wpolityceByło dużo nieporozumień wokół tego, dlaczego reforma sądownictwa jest konieczna, stąd kampania informacyjna w tej sprawie — ocenił wiceminister kultury Jarosław Sellin.
Podkreślił, że planowana reforma nie jest partyjna, a odpowiedzialność za jej dokończenie wziął na siebie prezydent.
Goście niedzielnego „Śniadania w Radiu Zet" poproszeni zostali o komentarz na temat zorganizowanej przez Polską Fundację Narodową kampanii informacyjnej o reformie sądownictwa.
Bardzo dużo było nieporozumień, nieprawdziwych informacji na temat tego, dlaczego ta reforma jest konieczna, i stąd kampania informacyjna w tej sprawie
— powiedział wiceminister kultury Jarosław Sellin.
Dopytywany o użyte przez wicepremiera Glińskiego sformułowanie, że kampania powstała „na prośbę rządu", Sellin odpowiedział, że „rząd sformułował takie oczekiwanie, odezwała się fundacja, która postanowiła to oczekiwanie zrealizować".
Sellin podkreślił również, że
reforma wymiaru sprawiedliwości nie jest reformą partyjną, (...) tylko jest reformą rządową, a nawet więcej - jeszcze jeden wysoki czynnik polityczny się tą reformę włączył, czyli prezydent Rzeczypospolitej.
Za dokończenie tej reformy odpowiedzialność wziął prezydent
— podkreślił.
Prezydencki minister Andrzej Dera zwrócił uwagę, że „fundacje prowadziły w Polsce różne kampania informacyjne".
I zawsze w przypadku kampanii społecznych jest istotna relacja między fundacją a darczyńcami; jeśli to jest zgodne z wolą darczyńców i zgodne ze statutem, z prawem, to my tak naprawdę nie powinniśmy ingerować
— ocenił.
My na pewno nie będziemy wchodzić - jako kancelaria prezydenta - w jakiś taki spór, jaki w tej chwili się toczy — zapewnił.
Pytany o termin przedstawienia przez prezydenta ustaw o sądownictwie, Dera jako najbardziej prawdopodobny termin podał 25 września.
Pan prezydent ze Stanów Zjednoczonych wraca w piątek, więc albo sobota, pierwszy z możliwych terminów, a bardziej prawdopodobny jest poniedziałek — powiedział.
Posłanka Nowoczesnej Joanna Scheuring-Wielgus została zapytana o złożenie do Państwowej Komisji Wyborczej pisma w sprawie kampanii Polskiej Fundacji Narodowej.
Zwróciliśmy się (do PKW - PAP) dlatego, ponieważ uważamy, że PiS działa niezgodnie z prawem — tłumaczyła.
Państwo w zasadzie od kilku dni kluczycie: z jednej strony mówicie, że kampania jest na prośbę rządu, albo że nie jest rządowa, albo że jest rządowa — zwróciła się do wiceministra kultury.
Tak naprawdę powinniście oddać te 19 mln, ponieważ macie subwencję partyjną — oceniła posłanka.
Iwona Śledzińska-Katarasińska z PO przekonywała, że poprzednie projekty ustaw o sądownictwie „absolutne nie poprawiały sytuacji obywatela w sądzie".

A kampania: jeżeli jest fundacja, która - zgodziliśmy się wszyscy, żeby taka fundacja powstała - miała promować Polskę w świecie, to pan wybaczy, ale to, że na (...) dziesięć tysięcy sędziów, jeżeli była osoba chora, która ukradła spodnie, albo była osoba, która ukradła kawałek kiełbasy, za co została skazana, odeszła z zawodu i notabene nie żyje; to jeżeli to są wiadomości, która mają promować Polskę w świecie, to ja wam gratuluję
— zwróciła się do Sellina.
Z kolei wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka (Kukiz'15) ocenił, że afera billboardowa „to nie jest dyskusja o sądach; to jest dyskusja o tym, w jaki sposób jest finansowana polityka w Polsce".
Jedno podejście reprezentuje Kukiz'15, który zrzekł się z subwencji partyjnych (...); drugie podejście to podejście PiS i PO, i reszty partii: mianowicie to jest podejście takie: pieniądze podatników służą do tego, żeby je grabić
— ocenił.
Platforma robiła dokładnie to samo, dawała zaprzyjaźnionym fundacjom pieniądze — powiedział Tyszka, zauważając, że PiS zawsze odcinał się od Platformy.
Jednak zdaniem wicemarszałka, w przypadku kampanii billboardowej partia rządząca „przekroczyła pewien Rubikon".
Problem nie polega na tym, co w tej chwili się wydarzyło, problem polega na tym, co się wydarzyło w zakresie reformy sądownictwa — stwierdził poseł PSL Marek Sawicki.
Zepsuta, fatalna kampania szkalująca jeden z organów władzy, trzecią, niezależną władzę sądowniczą została zrobiona na kolanie, naprędce, tylko dlatego, że PiS wcześniej kompletnie się nie spodziewał, że dostanie weto od pana prezydenta — ocenił Sawicki, dodając, że kampania była „deską ratunku", która miała pokazać prezydentowi, że „nie ma pola manewru".