Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Archiwum - 2009

25.12.2009 Jarosław Sellin: Podsumowanie roku 2009

NETBIRD.PL

Wybór Jerzego Buzka na szefa europarlamentu, order przyjęcie traktatu lizbońskiego i wizyta Baracka Obamy w Chinach – to według posła Polski Plus najważniejsze wydarzenia mijającego roku. W rozmowie z Netbird.pl polityk mówi również o roku 2010 oraz planach swojego ugrupowania.

Co uzna Pan za najważniejsze wydarzenia mijającego roku?

Jeśli weźmiemy pod uwagę wydarzenia międzynarodowe, najistotniejsze było wejście w życie traktatu lizbońskiego. To kolejny etap historii jednoczącej się Europy. Przy wszystkich kontrowersjach i obawach, jakie traktat niesie, na pewno stwarza sytuację ustrojową i wewnętrzną w Unii Europejskiej co najmniej na najbliższe kilkanaście lat. Nie sądzę, by była wola czy energia przeprowadzania zmian w traktacie lub uchwalania nowego, raczej będziemy mieli do czynienia z interpretacją lizbońskiego dokumentu, bo jak widać, jego zapisy są czasem niejasne, dopiero praktyka i precedensy różnego rodzaju będą określać jego działania. W kontekście traktatu najważniejsze jest, że to kolejny krok w stronę integracji europejskiej, jest tam też element wzmocnienia państw narodowych przez wzrastającą rolę parlamentów narodowych. To one mają oceniać i zatwierdzać wszystkie akty prawne wymyślane w Brukseli. Czyli z jednej strony integracja, z drugiej umocnienie państw narodowych.

Nie widzi pan w dokumencie zagrożenia dla polskich interesów?

Traktat lizboński wprowadza mechanizmy, które przy prowadzeniu dobrej i aktywnej polityki dają szansę Polsce na osiągnięcie pozycji jednego z najważniejszych graczy w Unii Europejskiej. Odbywać się to może dzięki tworzeniu koalicji regionalnych lub ponadregionalnych w różnych konkretnych sprawach. Moim zdaniem instrumenty polityczne do silnego oddziaływania na politykę całej Unii są w rękach Polski, tylko trzeba umieć z nich skorzystać.

Drugim wydarzeniem międzynarodowym, które zwróciło moją uwagę, była wizyta prezydenta USA Baracka Obamy w Chinach. Od tej podróży zaczęto mówić, że w konsultacjach czy relacjach międzynarodowych pojawia się nowe zjawisko – G2. Być może to na linii Stany Zjednoczone – Chiny będą podejmowane najważniejsze decyzje, dotyczące całego świata. Z jednej strony to zrozumiałe, bo potencjał gospodarczy, polityczny czy militarny obu państw jest ogromny, z drugiej strony niepokojące, bo oczywiście wolałbym, by najważniejszym G2 na świecie była Unia Europejska i Stany Zjednoczone, by na tej linii ustalano najistotniejsze sprawy, a potem te ustalenia wprowadzano w życie w skali globalnej. Na razie jest tak, jak jest. Myślę, że więcej winy za to, że nie funkcjonuje G2 Ameryka – Europa, jest po stronie Europejczyków.

Dla Polski ważnym zdarzeniem 2009 roku był wybór Jerzego Buzka na szefa Parlamentu Europejskiego. To jedno z dwóch, trzech najważniejszych stanowisk w Europie. Przyznanie tego stanowiska na dwa i pół roku politykowi z kraju, który dopiero od pięciu lat jest w zjednoczonej Europie, jest niezwykle istotne. Nie uważam, że to jedynie symboliczna czy honorowa funkcja, nie zapewniająca realnych wpływów. Prosty przykład: czy można sobie wyobrazić, że gdyby Polska była w jakimś kłopocie, jeśli chodzi o jej bezpieczeństwo, mogłaby być opuszczona przez Europę w sytuacji, gdy parlamentem całej Europy rządzi Polak? To proste pytanie powoduje oczywistą odpowiedź.

A co zaliczy Pan do negatywnych zjawisk 2009 roku?

Z mojego punktu widzenia jedno z najbardziej spektakularnych, negatywnych zjawisk mijającego roku to wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie obecności krzyży we włoskich szkołach. Wyrok pokazuje ciągłe umacnianie się w Europie pewnej tendencji, która niszczy Europę, mianowicie agresywnego laicyzmu, a nawet narzucanego ateizmu, nie tolerującego jakiejkolwiek obecności symboli religijnych w sferze publicznej, a tym samym podkopującego fundamenty, na których Europa jest zbudowana. To bardzo niepokojące. Cieszę się, że Polska jako pierwsze państwo w Europie zareagowała w tej sprawie mocą uchwały sejmowej, wydając stanowcze, ale nie agresywne stanowisko, napisane dobrym językiem. To zresztą była nasza inicjatywa, mówię o Kole Parlamentarnym Polska Plus. Wspominam o werdykcie Trybunału w sprawie krzyży dlatego, że to pokazuje chorobę, jaka toczy Europę, osłabiającą nasz kontynent. Myślę, że takie werdykty są niezrozumiałe nie tylko dla wielu Europejczyków, ale także wzbudzają pogardę wobec nas wszystkich ludzi religijnych na świecie. To odcinanie własnych korzeni.

Niepokoi mnie także stanowisko całej Unii Europejskiej wobec konfliktu bliskowschodniego. W niedawno przyjętym dokumencie w tej sprawie konflikt ten jest niesprawiedliwie oceniany – zbyt propalestyńsko i zbyt antyizraelsko. W największych krajach Unii, na szczęście nie w Polsce, dostrzegam coraz więcej fobii antyizraelskich, które czasami przekraczają granice antysemityzmu, zwłaszcza w środowiskach lewicy europejskiej. Z kolei postawy propalestyńskie czasem rozgrzeszają skłonności do działań terrorystycznych niektórych ugrupowań reprezentujących tę część arabskiego narodu.

Zostawmy rok 2009, za chwilę rok 2010. Kto według Pana wygra wybory prezydenckie?

Niedawno byłem na Pomorzu, pochodzę z Kaszub i zażartowałem, kiedy pytano mnie o życzenia dla Kaszub. Powiedziałem wtedy: premierem w Polsce jest osoba wywodząca się z ludu kaszubskiego, prymasem od kilku dni jest osoba wywodząca się z ludu kaszubskiego, prezesem telewizji został człowiek wywodzący się z ludu kaszubskiego. Kaszubi dostarczają całkiem niezłych kadr Rzeczpospolitej. Mówię tak, bo mimo wszystko, spokojnie o tym myśląc, przypuszczam, że przyszłym prezydentem będzie osoba wywodząca się z ludu kaszubskiego. 2010 rok w polityce polskiej będzie przede wszystkim rokiem wyborczym, wyborów prezydenckich i samorządowych, myślę, że wiele ciekawych rzeczy się zdarzy. Pojawi się alternatywa wobec „oczywistości” wyboru PO lub PiS, wyboru Kaczyński – Tusk. Niekoniecznie alternatywa, która wygra wybory, ale będzie nowym czynnikiem na polskiej scenie politycznej. Mówię nieco partykularnie, bo uważam, że taką alternatywę ma szanse stworzyć moja przyszła partia – Polska Plus. Powstanie ona na początku roku, 9 stycznia, i myślę, że uda nam się w ciągu nadchodzących miesięcy tak popracować, by tę alternatywę stworzyć.

Czyli przekształcacie się w partię i samodzielnie startujecie w wyborach?


Na pewno postaramy się o alternatywnego kandydata na prezydenta dla elektoratu centroprawicowego. Podkreślam to, bo uważam, że inne alternatywy: Olechowski, Szmajdziński czy Nałęcz to kandydaci lewicowi bądź centrolewicowi. Tak się przynajmniej pozycjonują. Natomiast elektorat centroprawicowy, na szczęście dominujący w Polsce od kilku lat, na razie ma wybór między Tuskiem a Kaczyńskim, ale jest coraz bardziej zmęczony tym wyborem, pozorną oczywistością tego wyboru. Coraz więcej ludzi z tej części elektoratu czeka na alternatywę, i to jest nasze zadanie.

Śledzi pan ostatnie wydarzenia wokół PSL, zablokowanie kont tej partii? Czy sądzi Pan, że to może być próba presji ze strony większego koalicjanta?


Tak, wiem, o co chodzi, ale nie sądzę, by partia, nawet dominująca, rządząca, miała aż tak silny wpływ na PKW czy sądy, by do takiej decyzji doprowadzić. Aż taki podejrzliwy nie jestem. Państwowa Komisja Wyborcza udowodniła wielokrotnie, że jest instytucją niezależną.

Chodzi o decyzję sądu, który zablokował konta PSL...


Nie jestem z tej grupy polityków, którzy kierują się w działaniu i sądach „etyką podejrzliwości”, skłonnych do ciągłego szukania drugiego dna w każdym zdarzeniu. Nie myślę w ten sposób. Gdyby ktoś udowodnił, że tak jest, że wpłynął na to ktoś z Platformy, to w to uwierzę, ale nie przypuszczam, by tak było.