Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Archiwum - 2009

21.12.2009 Policja bada trzy wersje kradzieży napisu z Auschwitz

POLSKA THE TIMES

Coraz częściej pojawiają się też głosy, viagra 60mg że kradzież miała na celu ośmieszenie Polski w oczach świata.
O tym, że sprawa może mieć międzynarodowy charakter, świadczy także fakt, że został o niej poinformowany Interpol, a Dariusz Nowak z małopolskiej policji potwierdza, że brana pod uwagę jest teza, która zakłada współudział obywateli innych państw.
Do 115 tys. zł. wzrosła wysokość nagrody dla osoby, która pomoże w odnalezieniu napisu "Arbeit macht frei". 100 tys. zł przekaże na ten cel muzeum w Auschwitz-Birkenau za zgodą Ministerstwa Kultury Narodowej, 5 tys. zł na nagrodę zaoferowała policja, 10 tys. firma ochroniarska Art-Security Group. Sprawa złapania złodziei staje się priorytetowa, ale też informacja o kradzieży symbolicznego napisu w byłym obozie Auschwitz-Birkenau odbiła się szerokim echem w zachodnich mediach. Premier Donald Tusk już w piątek zobowiązał wszystkie służby do jak najszybszego wyjaśnienia sprawy, zaapelował o to do polskiego rządu także premier Izraela Benjamin Netanjahu.

Policja, pewnie ze względu na wagę sprawy, nie chce udzielać szczegółowych informacji o śledztwie. - Przyjęliśmy trzy najbardziej prawdopodobne hipotezy. Śledztwo posuwa się naprzód i mam nadzieję, że uda nam się zatrzymać sprawców tej bulwersującej i skandalicznej kradzieży - mówi tylko młodszy inspektor Dariusz Nowak, rzecznik małopolskiej policji.

Nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć, że policjanci biorą pod uwagę trzy wersje dotyczące złodziei: pierwsza zakłada prowokację neonazistów, druga kradzież na zamówienie, trzecia zemstę osoby, która pracowała w przeszłości w muzeum. Wykluczona została hipoteza, że za kradzieżą stoją złomiarze, bo sama akcja została przeprowadzona w zbyt profesjonalny sposób.

Coraz częściej pojawiają się też głosy, że kradzież miała na celu ośmieszenie Polski w oczach świata. I nie jest przypadkiem, że została dokonana w dwa dni po tym, kiedy rząd Niemiec zdecydował o przyznaniu 60 mln euro na Fundusz Auschwitz-Birkenau, a rządy innych państw, których obywatele ginęli w tym obozie, zadeklarowały wsparcie Fundacji. O tym, że sprawa może mieć międzynarodowy charakter, świadczy także fakt, że został o niej poinformowany Interpol, a Dariusz Nowak z małopolskiej policji potwierdza, że brana pod uwagę jest teza, która zakłada współudział obywateli innych państw.

Kradzież napisu "Arbeit macht frei" zapoczątkowała też dyskusję o tym, jak chronione są muzea w Polsce. Zainspirował ją też poniekąd sam Bogdan Zdrojewski, minister kultury i dziedzictwa narodowego.

Polityk stwierdził, że ochro-na całości muzeum w dawnym obozie koncentracyjnym jest wyjątkowo trudna. Bo żadne muzeum tak wielkie, na tak rozległym terenie, nie może być zabezpieczone w stu procentach. Zdrojewski zaznaczył jednak, że podjęto działania, aby zapobiec tego typu wydarzeniom w przyszłości, m.in. dziewięć kolejnych obiektów zostało objętych monitoringiem wewnętrznym. Poprawiono także system kontroli pracowników. - To muzeum specyficzne - przyznaje Jarosław Sellin, były wiceminister kultury. I tłumaczy, że dyrekcje muzeów same dbają o ochronę, najczęściej wynajmując do tego firmy z zewnątrz albo tworząc niejako wewnętrzne służby ochrony. - I nie słyszy się w Polsce o jakichś spektakularnych kradzieżach w muzeach - dorzuca Sellin.

Ale Muzeum Auschwitz-Birkenau to 200 hektarów terenu, 155 budynków i 300 ruin. - Samymi metodami wizyjnymi i elektronicznymi takiego terenu nie da się ochronić - mówi Piotr Cywiński, dyrektor Muzeum Auschwitz-Birkenau. Dlatego mają wewnętrzną, pracowniczą ochronę, w sumie kilkadziesiąt osób na etacie. Co noc dwa patrole samochodowe przemierzają teren muzeum, a ich praca jest weryfikowana za pomocą specjalnych czujników. - Nasz plan ochrony jest systematycznie przygotowywany i zatwierdzany przez małopolską policję - dodaje dyrektor Cywiński. Cały czas zresztą udoskonalają ochronę, ostatnio np. zainstalowali światłowody między blokami w byłym obozie. Ale trudno upilnować taką połać ziemi.

Kradzieże w muzeum Auschwitz też się zdarzały: w 2008 r. złodziej ukradł wystawioną przy kasach skarbonkę pełną pieniędzy, które wrzucali tam turyści z całego świata. Ktoś ukradł z gabloty esesmański pejcz i "stempel" do oznaczania (tatuowania numerów na klatkach piersiowych) jeńców radzieckich. Niedawno skradziono też jeden z pasiaków w polskim bloku narodowym (wystawa o męczeństwie narodu polskiego). Na szczęście była to tylko replika. - Ale nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się z takim aktem wandalizmu - mówi Piotr Cywiński. I chyba trudno się w tym miejscu z dyrektorem Cywińskimi nie zgodzić.