Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Archiwum - 2010

21.12.2010 Łukaszenka za często gościł na salonach

NASZ DZIENNIK  Z posłem Jarosławem Sellinem (PiS), treat członkiem Komisji Spraw Zagranicznych, view rozmawia Łukasz Sianożęcki

Jak ocenia Pan zatrzymanie przez milicję kandydatów opozycji na prezydenta Białorusi i spacyfikowanie manifestacji po wyborach?
- Uważam, że prowadzona wobec Białorusi zarówno przez Unię Europejską, jak i Polskę, polityka kija i marchewki, która niejednokrotnie ma sens, powinna być obecnie zdecydowanie bardziej wyrazista. To znaczy teraz trzeba ową marchewkę schować, a użyć kija. Wszystko wskazuje na to, że w relacjach z Mińskiem znowu się cofamy, a procesy znacznej liberalizacji i demokratyzacji Białorusi, które niektórzy już zdawali się dostrzegać, nie nastąpiły. Wczorajsze wydarzenia są jednym z najbardziej brutalnych ataków na prawa opozycji w ostatnich latach. Trzeba więc bardzo ostro zareagować na działania liderów tego reżimu. W mojej opinii, należałoby zakazać im wjazdu do Unii Europejskiej. Jeśli są takie możliwości, to należy także zabronić zakładania kont w bankach im oraz ich rodzinom. Zablokować wydawanie wiz i możliwość studiowania na europejskich uniwersytetach. Natomiast z drugiej strony należy jeszcze szerzej otworzyć się na społeczeństwo białoruskie. Zwiększyć fundusze na stypendia dla zwykłych Białorusinów, na fundacje wspomagające ich działalność, na media, które do nich docierają. Tak powinna wyglądać w mojej opinii polityka wobec Białorusi

Zgodzi się więc Pan z oceną, że z dzisiejszych wypowiedzi unijnych władz wybrzmiewa pewne rozczarowanie, że dotychczasowa polityka nie zadziałała?
- To prawda. Takie rozczarowanie da się wyczuć. Rozumiem, że z punktu widzenia interesów Polski najważniejsze jest, by Białoruś przetrwała jako niepodległe państwo. W ostatnich miesiącach można było mieć nadzieję, że gwarantem tej niepodległości jest Łukaszenka, co w jakiś sposób odzwierciedlało się w jego ostrym sporze z Moskwą. Prawdopodobnie spór ten wynikał z tego, że Rosja zrozumiała, iż nie jest w stanie podporządkować sobie w tej chwili tego państwa w takim stopniu, jakby chciała. I o to, aby ta niezależność od Rosji się utrzymywała, trzeba dbać. Natomiast równolegle należy zabiegać o to, by obok tej niepodległości postępowały procesy demokratyzacyjne. A to trzeba twardymi negocjacjami wymuszać na obecnych władzach.

Wybory pokazały także, że opozycja jest mniej skuteczna niż choćby podczas poprzednich wyborów. Jak takie duże rozczłonkowanie, z którym się boryka, wpływa na jej skuteczność?
- Jest to na pewno duży problem. Taka sytuacja z całą pewnością nie jest jednak przypadkowa. Rozgrywają ją w dużym stopniu służby specjalne Łukaszenki, być może wplątana jest w to także Rosja, dlatego niełatwo jest się jej z powrotem skonsolidować. Cztery lata temu, kiedy opozycja miała jednego kandydata na prezydenta Aleksandra Milinkiewicza, wynik był o wiele lepszy. Dziewięciu kandydatów to jednak zbyt duże rozproszenie. Jednocześnie te wybory mogą być jakąś lekcją dla białoruskiej opozycji, z której powinna wyciągnąć wnioski na przyszłość.

W czasie tamtych wyborów mówiono o znacznej poprawie w poziomie demokratyzacji kraju. Misja OBWE była zadowolona z przebiegu wyborów. Dziś mamy skrajnie odmienną sytuację - OBWE i cała UE krytykują Mińsk, a Łukaszenka pacyfikuje brutalnie manifestacje opozycji na oczach całej Europy. Co mogło tak rozzuchwalić prezydenta?
- Najprawdopodobniej to, że w ostatnim czasie Łukaszenka był coraz częściej wpuszczany na europejskie salony. Mało tego, ten salon przyjechał do niego - mam tu na myśli wizytę ministrów Radosława Sikorskiego i Guido Westerwellego w Mińsku. Być może Łukaszenka pomyślał, że w ten sposób stosunki z Unią Europejską może uważać za unormowane. To trzeba jednak zmienić. Prezydent Białorusi musi zrozumieć, że będzie izolowany. Nie będzie mógł załatwiać interesów z krajami, które są dla niego atrakcyjne. Trzeba uruchomić proces, który sprawi, że taka refleksja do niego dotrze. Tak brutalna pacyfikacja opozycji może świadczyć o tym, iż wewnątrz władzy rodzi się pewna frustracja. Prawdopodobnie do przejęcia władzy po Alaksandrze Łukaszence jest szykowany jego syn. A ta frustracja wynika z tego, że mija już 16. rok jego rządów, mamy 5. z rzędu wybory przeprowadzone nieuczciwie, i musi on sobie zdawać sprawę, że takie sytuacje doprowadzą w końcu do zdecydowanych kroków ze strony społeczności międzynarodowej.

Dziękuję za rozmowę.