Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Archiwum - 2012

2012

14.09.2012 - Wypełnić testament Sierpnia

GAZETA POLSKA CODZIENNIE - Szczelnie wypełniona Sala BHP Stoczni Gdańskiej podczas debaty poświęconej Lechowi Kaczyńskiemu dowiodła, illness jak wielka jest potrzeba prawdy o dorobku i roli tragicznie zmarłego prezydenta.

Zorganizowana tydzień temu w historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej przez Ruch Społeczny im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i gdańską Solidarność konferencja przypomniała rolę, sildenafil jaką odegrał Lech Kaczyński w wielkim ruchu Solidarności. Prowadzący tę konferencję redaktor Jacek Karnowski trafnie zauważył, story że w tej sprawie funkcjonują w świadomości społecznej zwykłe kłamstwa, gorliwie podtrzymywane przez wpływowe środowiska opiniotwórcze. Dezawuują i marginalizują one rolę, jaką odegrał Lech Kaczyński w historii Solidarności. Tymczasem naukowe wykłady i głosy świadków historii w dyskusji panelowej wykazały, że Lech Kaczyński, który od 1971 r. zamieszkał w Sopocie i podjął pracę naukową na Uniwersytecie Gdańskim, od samego początku był jedną z kluczowych postaci rodzącego się wielkiego ruchu. Poczynając od zaangażowania w działalność Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża powstałych w 1978 r. (warto przypomnieć, że nastąpiło to jeszcze pół roku przed wyborem papieża Polaka i ponad rok przed jego triumfalną pielgrzymką do Polski, co dopiero spowodowało wzmożenie odwagi i aktywności obywatelskiej w całym kraju). Świadkowie tamtych lat przypominali, jak ważne dla robotników aktywnych w WZZ było to, że zechciał się z nimi spotykać pracownik naukowy uniwersytetu. W ich pamięci wciąż bowiem żywe było wspomnienie samotnej, krwawej walki w Grudniu 1970 r. w Gdańsku i Gdyni. Lech Kaczyński jako specjalista nie tylko szkolił ich w znajomości prawa pracy, wiedzy o społeczeństwie, ale także ? jako miłośnik historii ? przedstawiał im niezakłamaną wersję najnowszych dziejów Polski.



Największe wrażenie na uczestnikach konferencji zrobiły wypowiedzi Lecha Wałęsy, Bogdana Borusewicza i Bogdana Lisa sformułowane zaledwie pół roku po tragicznej śmierci Lecha Kaczyńskiego, kwestionujące znaczenie jego roli lub nawet zaprzeczające jego obecności na strajku w Stoczni Gdańskiej w Sierpniu 1980 r. Przypominający te słowa red. Piotr Semka nazwał je ?haniebnymi wypowiedziami?, zwłaszcza że wszystkie trzy osoby doskonale znają prawdę i współpracowały z nim w czasie tego strajku. A prawda jest taka, że Lech Kaczyński był na strajku, wspierał strajkujących swoim głosem doradczym (był oficjalnym doradcą Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego) i był współautorem Porozumień Sierpniowych. Choć prawdą też jest, że Lech Wałęsa po przejęciu kierownictwa nad strajkiem starał się marginalizować znaczenie wszystkich swoich towarzyszy walki z WZZ, częściowo obawiając się zarzutów o upolitycznieniu przez ?siły antysocjalistyczne słusznego buntu robotniczego?, ale też być może dlatego, że miał kompleks wobec tych, którzy do niedawna byli w hierarchii opozycyjnej bardziej znaczący niż on sam. Walczący z pamięcią o ludziach Solidarności, którzy nie zdecydowali się wejść do rządzącego establishmentu lub go popierać potrafią czasem użyć argumentu, że ?nie ma ich na zdjęciach?. Ale brak wielu zdjęć Lecha Kaczyńskiego z tamtego miejsca i czasu jest dla uczestników zdarzeń zrozumiały. Aktywni politycznie w opozycji przedsierpniowej działacze po prostu unikali obiektywów fotograficznych, by komunistyczna władza nie wykorzystywała argumentu, że ?słuszny strajk robotniczy? jest manipulowany przez doświadczonych ?politykierów?. Ze strajku nie ma też zdjęć liderów najsilniejszej wówczas w Gdańsku opozycyjnej organizacji antykomunistycznej, Ruchu Młodej Polski (RMP), np. Aleksandra Halla czy Arkadiusza Rybickiego, który osobiście malował na wielkiej tablicy słynne postulaty strajkujących.

Przypominanie faktów

Andrzej Kołodziej z kolei przypomniał ważne protokoły spotkań nowo tworzonego kierownictwa ruchu, z których wynika, że zaraz po podpisaniu porozumień gdańskich kluczową rolę przy opracowywaniu najważniejszych dokumentów formalnych nowo tworzącego się związku odegrały dwie osoby: Lech Kaczyński i Jacek Kuroń. Między innymi dzięki presji i argumentom Lecha Kaczyńskiego na spotkaniu 17 września 1980 r. doszło do scalenia wielu spontanicznie powstających organizacji związkowych w jeden związek o nazwie Solidarność. Gdyby wygrała koncepcja decentralizacyjna, historia tego ruchu potoczyłaby się zupełnie inaczej, a komunistom łatwiej byłoby go skłócić i stopniowo rozbić. Lech Kaczyński był jednym z najdłużej przetrzymywanych działaczy Solidarności w obozie internowania, gdyż odmówił esbekom nie tylko podpisania zapewnienia, że nie będzie na wolności działał przeciwko władzy ludowej, ale też zapowiedział im, że nie może dać takiego zapewnienia nawet ustnie. Wyszedł więc dopiero w październiku 1982 r. Przez całe lata 80. wchodził do różnych kierowniczych struktur podziemnej Solidarności, a w latach 1989?1991 faktycznie nią kierował jako jej pierwszy wiceprzewodniczący, gdy Lech Wałęsa był zajęty ?wielką polityką?.

Czytaj więcej...

13.09.2012 - Mam coraz mniej wiary w niezależność wymiaru sprawiedliwości

POLSAT NEWS - Głównym tematem rozmowy była prowokacja dziennikarska skierowana do Prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku. ?Nie znam tego człowieka osobiście, erectile ale mam mniej wiary w niezależność wymiaru sprawiedliwości. Przesłuchałem całą tę rozmowę i wydaje się, że sędzia nie jest zaskoczony możliwością spotkania z premierem, mało tego proponuje zaprosić na to spotkanie innych sędziów, którzy mają razem z nim meldować  co mają zamiar z tą sprawą zrobić. Wygląda na to że jest to dla niego prezednesowa sytuacja i zgadza się na propozycję rzekomej kancelarii premiera. Dotyczy to konkretniej afery Amber Gold, dotykamy spraw gdańskich i jest nam coraz mniej do śmiechu. Myślę, że teraz politycy Platformy będą mniej dezawuować tezę, że istnieje coś takiego jak układ gdański, bo dotąd się do z tego wyśmiewali. Trzeba te pytania zadawać, ponieważ mamy do czynienia z politykami pochodzącymi z Gdańska, którzy rzekomo te telefony wykonywali i sędzią z Gdanska.

Czytaj więcej...

11.09.2012 - "Zdychające media" - J.Sellin w wywiadzie dla Dziennika Bałtyckiego

 Nie oglądaliśmy w TVP paraolimpiady, viagra 40mg wygląda na to, buy że nie obejrzymy meczów piłkarskiej reprezentacji. Do czego jest nam potrzebna taka telewizja publiczna?

To oczywiście efekt kryzysu finansowego, w jakim znalazła się TVP. A ten kryzys z kolei jest osobistą odpowiedzialnością premiera Donalda Tuska.

Bo w różnych momentach zniechęcał do płacenia abonamentu?

Jeszcze w roli lidera partii opozycyjnej deklarował, że abonament jest nieuprawnionym podatkiem, a potem powtarzał to jako premier. Osoba, która powinna dbać o przestrzeganie prawa, podobnymi deklaracjami doprowadziła do tego, że ludzie przestali płacić abonament. Efekt tego jest taki, że od początku rządów Donalda Tuska wpływy z abonamentu spadły o 50 proc., z 950 mln zł rocznie przed jego rządami do 450 mln zł w tym roku, z prawdopodobnym odbiciem jednak do 500 mln.

Z czego cieszył się niedawno prezes KRRiT Jan Dworak.

Tak, bo prognozy mówiły o 450 mln. Niemniej to o 50 proc. mniej niż przez rządami Platformy. Obawiam się, że niepokazywanie meczów reprezentacji piłkarskiej w eliminacjach mundialu może spowodować, że ten lekki wzrost się skończy, bo ludzie ? całkiem słusznie ? zastanowią się, dlaczego mieliby opłacać abonament, skoro telewizja publiczna nie zapewnia im oglądania tak ważnego wydarzenia, które zresztą wymienione jest w ustawie o radiofonii i telewizji.

I to dosłownie.

Tak, mówi się w niej, że eliminacje piłkarskiej reprezentacji Polski w mistrzostwach świata mają być pokazywane w otwartych kanałach telewizyjnych.

Ale może premier Tusk ma w jakimś sensie rację, bo abonament to być może anachroniczna forma opłat.

Tylko że premier Tusk rządzi od pięciu lat. Skoro więc ma takie przekonanie, powinien abonament zlikwidować i wprowadzić alternatywny sposób finasowania. Tymczasem działa tylko tak, że abonament dezawuuje, a żadnej innej formy finasowania przez ten czas nie wprowadził. Dysponuje przecież większością parlamentarną, czemu więc tego nie zrobił? Dlatego ponosi odpowiedzialność za to, że media publiczne, mówiąc obrazowo, dzisiaj ?zdychają?.

Trudno rzeczywiście zrozumieć kierunek myślenia rządu. Premier mówi jedno, minister Boni drugie ? że na razie abonament powinien zostać, aż wydyskutujemy nową formę.

Pomysłów na finasowanie mediów publicznych w ostatnich latach przewinęło się dużo. Wiele z nich ma sens. Tylko, że trzeba umieć się na którąś zdecydować. Trzeba mieć do tego wolę polityczną i polityczną odwagę. Żadna wielka dyskusja nie jest nam dziś potrzeba. W ciągu pół godziny można zebrać komplet informacji na temat tego, jak media publiczne są finansowane w innych krajach. Moim zdaniem, ta ekipa po prostu nie ma woli politycznej, by media publiczne utrzymać i uratować.

Albo różne osoby u władzy mają różne koncepcje funkcjonowania mediów publicznych.

Myślę, że odbywają się tam spory wewnętrzne. Są ludzie, którzy uważają, że media publiczne są w ogóle niepotrzebne, wystarczyłyby media prywatne, są też tacy, którzy uważają, że media publiczne powinny być zmarginalizowane. I chyba jest coraz mniej takich, którzy uważają, że media te powinny być istotnym elementem polskiego rynku medialnego.

I stąd medialny impas tej ekipy?

Władza publiczna powinna odpowiadać za los mediów publicznych. A w przypadku tej ekipy widać kompletną nieodpowiedzialność, brak pomysłów, a być może złą wolę w stosunku do tych mediów.

Rozmawiał Jarosław Zalesiński

09.09.2012 - Jarosław Sellin na dożynkach powiatowych w Cewicach

Wypowiedź posła Jarosława Sellina dla portalu lebork24.info: http://youtu.be/WQ6lTn_W7aI?t=2m27s

 

07.09.2012 - Jest to próba poprawienia w Polsce jakości debaty publicznej

SUPERSTACJA - Rozmowa rozpoczęła się tematem propozycji Jarosława Kaczyńskiego na temat rozpoczęcia debaty ekonomicznej. Na pytanie czemu ma służyć taka dyskusja, store poseł Jarosław Sellin odpowiedział: ?jest to próba poprawienia jakości debaty publicznej w Polsce, ponieważ jeżeli najważniejsza opozycyjna partia w Polsce, a przy tym jedyna partia programowa, proponuje poważne rozwiązania w dziedzinie ekonomiczno społecznej, to warto by było, żeby przeciwnicy polityczni nie tylko te pomysły dezawuowali, ale żeby eksperci ekonomiczni się nad nimi pochylili i poważnie podyskutowali. Akurat zauważyliśmy, że wśród ekspertów ekonomicznych, te pomysły spotkały się z dużym zainteresowaniem i prawdziwą rozmową w mediach. Warto więc zebrać najwybitniejszych polskich ekonomistów w jednym miejscu, żeby o tych propozycjach porozmawiać.  Na tym polega problem z rządami Platformy Obywatelskiej, że prawie wszystkie zapowiedzi programowe Donalda Tuska z expose z 2007 i 2011 roku nie zostały zrealizowane, natomiast jeśli ktoś proponuje coś nowego, to mówi się, że taka dyskusja nie ma najmniejszego sensu. Uważam, że urzędnicy państwowi, resortu finansów nie powinni zajmować się rozliczaniem pomysłów opozycji. Jeśli Platforma Obywatelska chciała się rozprawić z tymi pomysłami, choćby poprzez pokazanie swoich mniemań wobec kosztów wprowadzania tych zmian jakie zaproponował Jarosław Kaczyński, nie powinni robić tego poprzez urzędników rządowych, tylko poprzez swoje struktury partii politycznej.?

Kolejnym tematem był bardzo kontrowersyjny i ostry wywiad ze Stefanem Niesiołowskim w Radiu Zet. Poseł Sellin powiedział, że nie zamierza komentować słów Niesiołowskiego, który jest autoryzowanym posłem Platformy Obywatelskiej, z której ramienia pełnił ważne funkcje w państwie i że to świadczy tylko o jakości tej partii.

Ostatnim tematem było zachowanie posła Tomasza Kaczmarka, który wezwał policję do kancelarii prezesa rady ministrów, ponieważ nie wydano mu dokumentu informującego kto czytał notatkę ABW o Amber Gold. ?Okazało się że Donald Tusk, po raz kolejny wprowadził w błąd opinię publiczną mówiąc, że notatka jest klauzulowana i nie wolno jej ujawniać, a ma ona tylko status informacji poufnej i do takiego dokumentu może zajrzeć każdy, kto ma  dostęp to informacji niejawnych, a kimś takim jest poseł na Sejm RP. Kiedy poseł zorientował się, że nie może tego prawa wyegzekwować wezwał służby, które powinny to wyegzekwować. To jest właśnie problem, który pojawia się w ostatnich pięciu latach kiedy odbiera się możliwości kontroli państwa posłom opozycji.