Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
Artykuły i wywiady

10.02.2017 Sellin: Jarosław Kaczyński jest dowcipnym, pogodnym człowiekiem

rmf24„Nie tak należy interpretować słowa Jarosława Kaczyńskiego o frankowiczach. Powiedział, że taka jest dzisiaj możliwa droga. Wiemy, że wiele osób idąc do sądu - mając poczucie krzywdy ze strony banków - wygrywa" – tłumaczył słowa Jarosława Kaczyńskiego o frankowiczach gość Popołudniowej rozmowy w RMF FM wiceminister kultury i poseł Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Sellin. Polityk powiedział, że zwrot spreadów może być tylko etapem pomocy frankowiczom. „Przewalutowanie kredytów wciąż jest jeszcze możliwe. Obecny projekt to pierwszy krok, być może będą następne" – mówił gość Marcina Zaborskiego. „Uważam, że przewalutowanie kredytów we frankach to właściwy kierunek myślenia i warto do tego pomysłu wrócić, ale musimy to rozważać w kontekście bezpieczeństwa systemu bankowego w Polsce" – tłumaczył poseł PiS.

 

Marcin Zaborski, RMF FM: Wiceminister kultury i poseł PiS Jarosław Sellin w naszym studiu. Dobry wieczór.

Jarosław Sellin: Dobry wieczór.

 

Czy Jarosław Kaczyński często żartuje?

Tak, znam go osobiście, jest dowcipnym, pogodnym człowiekiem, z dużym poczuciem humoru i umiejętnością autoironii.

 

To żartował dziś, kiedy mówił, że frankowicze powinni wziąć we własne ręce sprawy i zacząć walczyć o swoje w sądach?

Nie do końca tak należy interpretować te słowa, powiedział, że dzisiaj jest taka droga możliwa i jak wiemy, wiele osób idąc do sądów, mając poczucie krzywdy ze strony banków - wygrywa w sądach.

 

Ale to była odpowiedź na pytanie, czy frankowicze powinni zaufać i rządowi, że spełnią swe obietnice wyborcze, czy jednak wziąć sprawę w swoje ręce i walczyć w sądach?

Sprawa ustawy zgłoszonej przez prezydenta się toczy, jest nawet powołana specjalna podkomisja sejmowa, która nad tą ustawą pracuje, jest też inicjatywa prezesa NBP, który za dwa tygodnie ma jakieś nowe propozycje w tej sprawie złożyć, więc myślę, ze legislacyjnie też te sprawę będziemy rozwiązywać... Ale to wymaga jeszcze czasu.

 

A tymczasem prezes PiS-u mówi: Porzućcie nadzieje, bierzcie sprawę w swoje ręce.

Nie, ja to interpretuję inaczej. Jeżeli dzisiaj mamy taką sytuację prawną, że nie ma innej możliwości niż dociekać swoich praw czy poczucia krzywdy w sądach... Dzisiaj rzeczywiście mamy taką sytuację.

 

To wsłuchajmy się w to, co mówi Jarosław Kaczyński. On mówi trochę inaczej, mówi tak: prezydent i rząd są w sytuacji, która jest zdeterminowana w wielkiej mierze uwarunkowaniami ekonomicznymi i nie może podejmować działań, które doprowadzą do zachwiania systemu bankowego. Mówi o czymś zupełnie innym niż pan.

Bo to też prawda, że jak się ma władzę, to trzeba odpowiedzialnie o konsekwencjach decyzji myśleć i nie można też doprowadzić do demontażu systemu bankowego w Polsce, bo to by skrzywdziło wszystkich.

 

A kiedy się idzie po władzę, to nie trzeba o tym myśleć?

Oczywiście, że tak, dlatego chcemy przyjąć odpowiedzialną ustawę w tej sprawie i myślę, że te propozycje prezydenta, które zmierzają z grubsza do tego, żeby za pierwszą dekadę, kiedy te kredyty były najsilniej rozdawane, w pierwszą dekadę tego stulecia od lat 2000 do 2011, banki zwróciły nienależne, pobrane spready od kredytobiorców, że to jest w miarę bezpieczna propozycja - w miarę sprawiedliwa dla ludzi, ale też nie demontująca systemu bankowego.

 

Tyle, że w kampanii wyborczej, panie ministrze, padała zupełnie inna propozycja i ona nie dotyczyła spreadów, czyli tego, o czym pan mówi...

Przewalutowywania też...

 

Tylko to sam Andrzej Duda w kampanii wyborczej mówił, że te kredyty miały być przewalutowane według kursu, po jakim były brane. I to była obietnica dla frankowiczów.

Tak, to też jest jeszcze możliwe, dlatego że sam prezydent, wysyłając tę ustawę, z tą konkretną propozycją zwrotu nienależnych spreadów mówił, że to jest pierwszy krok. Być może będą następne.

 

Ale być może będą następne, dziś pan mówi... To nie tak brzmiało w kampanii wyborczej. W kampanii wyborczej brzmiało to tak: Odrzucamy myślenie, że się nie da. Odrzucamy impossibili.

Panie redaktorze, my rządzimy rok i trzy miesiące. W kampanii wyborczej mówi się o tym, co się chce zrobić przez cztery lata. Przed nami jeszcze prawie trzy lata rządów i będziemy ten problem rozwiązywać stopniowo.

 

Ale poseł Tadeusz Cymański, poseł PiS-u, przyznaje dzisiaj bardzo szczerze i mówi tak: "w kampanii wyborczej, w emocjach obietnice są trochę na wyrost". A minister Elżbieta Witek z kolei przekonuje: z pewnością tym ludziom trzeba pomóc, tylko jak ktoś znajdzie złoty środek. Jak to zrobić, to pewnie z tego skorzystamy". No przyzna pan, panie ministrze, że, jeśli polityk z kancelarii premiera mówi: "jak ktoś nam podpowie jak to zrobić, to z tego skorzystamy", to brzmi to dość kuriozalnie dzisiaj.

Złotego środka zawsze trzeba szukać, bo to jest kwestia wyważenia racji osób, które mają rzeczywiste poczucie krzywdy - że były wciągane w te kredyty i że banki rzeczywiście tej waluty frankowej nie miały, a namawiały do tego typu kredytów wiedząc, że będą miały z tego bardzo dużą dywidendę - a tą wartością, jaką jest stabilność systemu bankowego, czyli nie doprowadzenie do jakiejś katastrofy kredytowej w ogóle w Polsce.

 

Pani ministrze, rozmawiamy szczerze - jak frankowicz z frankowiczem, bo ja wiem, że pan ma kredyt we frankach. Ja tez mam, to pogadajmy. Dwa lata temu, jeszcze w opozycji, Beata Szydło zwoływała konferencję prasową, na której zadawała pytanie: "co zrobił rząd i sama premier dla poszkodowanych frankowiczów" i wskazywała art. 71 konstytucji mówiąc, że to jest artykuł, który zobowiązuje rząd do działania. Rząd działa w tej sprawie?

Jest inicjatywa prezydencka...

 

Czy rząd działa w tej sprawie?

Rząd popiera tę inicjatywę...

 

Czy rząd działa w tej sprawie? (śmiech)

Jeżeli jest inicjatywa prezydencka, to nie ma potrzeby, żeby wychodził z inicjatywą jeszcze rząd. My popieramy ten projekt.

 

Prezydent rządzi w Polsce czy rząd rządzi w Polsce?

Panie redaktorze, po co mamy zgłaszać jakąś własną propozycję, jeżeli popieramy propozycję prezydenta? My się z nią utożsamiamy.

 

To po co w takim razie Prawo i Sprawiedliwość zgłaszało swoje propozycje w opozycji wiedząc, że one nie będą przyjęte, można zapytać. W 2011 roku klub parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości miał gotową ustawę w tej sprawie. Pamięta pan?

Ale proszę tej klamki nie zamykać, bo ja panu mówię, że te drzwi są otwarte.

 

Klub parlamentarny PiS albo rząd zgłoszą projekt w sprawie frankowiczów?

Niewykluczone, wszystko jest możliwe.

 

Projekt, który zakłada przewalutowanie?

Na razie procedujemy projekt prezydencki. On jest w trakcie, prace nad nim się odbywają w parlamencie. Czekajmy do finału tego projektu, a potem będziemy się zastanawiać czy można i czy są warunki odpowiednie ku temu, żeby iść dalej w tej sprawie.

 

Konkretne pytanie: czy klub Prawa i Sprawiedliwości dzisiaj albo rząd wróci do swojego pomysłu z 2011 roku, do projektu, w którym była mowa o możliwości przewalutowania kredytu zaciągniętego we frankach?

Uważam, że to jest właściwy kierunek myślenia i w pewnym momencie może warto do tego pomysłu wrócić, ale musimy to rozważać również w kontekście bezpieczeństwa systemu bankowego w Polsce.

 

Panie ministrze, dziś pan mówi: "Może kiedyś wrócimy", a pan Andrzej Duda w kampanii wyborczej mówił tak: "Trzeba znaleźć rozwiązanie i to jest bardzo pilne, dlatego że jest wiele osób, które dzisiaj są w rozpaczliwej sytuacji". Frankowicze mają prawo czuć się dzisiaj trochę wykiwani?

Kwestia interpretacji słowa "pilne".

 

No to co dla pana znaczy "pilne"? Co miał na myśli Andrzej Duda mówiąc "pilne"?

Z perspektywy rządzenia - rok to nie jest długi czas.

 

Z perspektywy rządzenia wszystko wygląda inaczej niż z perspektywy opozycji (śmiech). A propos, przed wyborami łatwo obiecać, później trudno się wywiązać. Program Prawa i Sprawiedliwości 2014 rok: "Poszukując oszczędności zlikwidujemy rozbudowane w ostatnich latach gabinety polityczne, które funkcjonują w różnych miejscach administracji publicznej. Trzeba je zlikwidować, jako przejaw upartyjnienia państwa". I co?

Gabinety polityczne są...

 

Mają się świetnie.

Niewykluczone, że kiedyś do tego pomysłu wrócimy...

 

Kiedyś! (śmiech)

Dlaczego nie?

 

Panie ministrze, konkret. 2012 rok. Ustawa PiS, dla pana ją przygotowałem, projekt, który złożyło PiS w Sejmie: Wśród nazwisk osób podpisanych pod tą ustawą zakreśliłem dla pana jedno. Widzi pan je tutaj? O tu?

Tak, widzę swoje nazwisko.

 

Jarosław Sellin. I w tej ustawie taka propozycja: "Umowy z pracownikami obecnie zatrudnionymi w gabinetach politycznych ulegają rozwiązaniu z dniem wejścia w życie ustawy". Tak PiS mówił przed wyborami. Pamięta pan to jeszcze?

Pamiętam, tak.

 

W uzasadnieniu: "Istniejące gabinety polityczne stracą podstawę prawną swojego istnienia. Gabinety polityczne istniejące w dniu uchwalania projektowanej regulacji ulegną rozwiązaniu z dniem wejścia w życie ustawy. Te projektowane zmiany wychodzą naprzeciw oczekiwaniom społecznym dotyczącym oszczędności w wydatkowaniu środków publicznych z budżetu państwa".

I uważa pan, że to jest jakiś czołowy problem państwowy dzisiaj, istnienie tych gabinetów politycznych?

 

Przed wyborami PiS uważało, że to jest bardzo poważny problem.

Wie pan, może to jest poważny problem i może kiedyś podejmiemy ten temat, natomiast powiem tak: jak się pracuje w ministerstwie, a ja pracuję w ministerstwie po raz drugi, to muszę powiedzieć, że w gabinetach politycznych pracownicy zatrudniani, którzy są asystentami konkretnych ministrów, ministra głównego, wiceministrów, bardzo często mogą w sposób kompetentny i elastyczny wykonywać różnego rodzaju zadania administracyjno-polityczne...

 

Dlaczego pan tego nie powiedział kolegom z PiS-u, z pana partii, przed wyborami, kiedy mówili: zlikwidujemy. W programie to zostało zapisane.

Wie pan, konstrukcja może być bardzo różna. Można się nad tym zastanawiać, czy to się ma nazywać gabinet polityczny czy zespół asystentów ministra. Różnie to możemy nazywać, ale tacy współpracownicy są bardzo potrzebni.

 

Ale mówiliście, że taka funkcja zostanie zlikwidowana, panie ministrze.

Bardzo są w ministerstwie potrzebni.

 

To króciutko na koniec. Ile osób liczy gabinet polityczny ministra kultury?

Jeśli się dobrze orientuję, bo to jest gabinet oczywiście ministra Glińskiego... To to nie przekracza liczby 10 osób.

 

5 osób w tym momencie. Kiedy znikną te wszystkie etaty?

Wie pan, ja te 5 osób znam. Ja nie chciałbym, żeby oni przestali z nami pracować.

 

Obiecaliście to przed wyborami.

No dobrze, no to może zmienimy im nazwę, może to będą asystenci polityczni premiera i wiceministrów, natomiast ja chcę z tymi ludźmi pracować.

 

Pytanie, czy o taką zmianę chodziło.