Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
2005

15.12.2005 Strach korytarzy

OZON

Korytarze gmachu telewizji na ul. Woronicza nie różnią się niczym od tych pokazanych w "Człowieku z marmuru". Są rozplotkowane i zdolne do natychmiastowej reakcji na sygnały, see że "góra" właśnie zmodyfikowała poglądy polityczne. 

Kiedy na początku zeszłego roku nowy zarząd obejmował stery na Woronicza, Jarosław Sellin, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji uprzedzał: - TVP jest jak płynący po oceanie statek pancernik. Wszelkie zmiany kursu widoczne będą po dłuższym czasie.

Wiadomo więc było z góry, że przywracanie równowagi w telewizji potrwa wolniej, niż życzyłaby sobie tego opinia publiczna. Nikt jednak nie spodziewał się, że aż tak wolno. Po kilkunastu miesiącach telewizyjny pancernik wciąż jest w początkowej fazie zwrotu. A doświadczone w bojach personalnych kadry TVP po staremu ustawiają się frontem do nowej władzy.

Solidarność rzeszowskiego oddziału telewizji wystąpiła akurat o odwołanie dyrektora Adama Czartoryskiego. Za schlebianie władzy. Dyrektor do wyborów sympatyzował z SLD, po nich zmienił optykę, nakazał nawet transmitowanie mszy świętej, co - jak zauważyli dziennikarze - najbardziej zaskoczyło zatrudnionego w redakcji księdza.

W telewizyjnej "Dwójce" rozpoczęto właśnie przygotowania studia do programu, który wypełni lukę po emitowanym zwykle w okresie świąt Bożego Narodzenia "Kolędowaniu bez barier". "Kolędowanie..." było wymyślone dla promowania charytatywnej działalności prezydentowej Jolanty Kwaśniewskiej. Jej prywatna fundacja "Porozumienie bez barier" co roku miała darmową reklamę w najlepszym czasie, jaki można sobie wyobrazić - gdy ludzie zasiadają do wigilijnego stołu. Program nadawano z Pałacu Namiestnikowskiego, a kolędy śpiewały m.in. Maryla Rodowicz i Justyna Steczkowska.

Kierownictwo "Dwójki" podeszło do zmiany na najwyższych szczeblach elastycznie. Gośćmi świątecznego programu będzie nowa para prezydencka. Będzie śpiewanie kolęd - jedną z nich ma zaśpiewać ta sama Justyna Steczkowska. Zmieni się tylko nazwa widowiska.

- Nina Terentiew, szefowa "Dwójki", to typowy wytwór Woronicza. Na tyle mocna, że nie można jej ruszyć, i na tyle cwana, że stale dba o zabezpieczenie "tyłów" - mówi jeden z dziennikarzy telewizyjnych.
Terentiew, przez 10 lat doskonale wkomponowana w dwór Kwaśniewskiego, zawczasu robiła gesty w kierunku drugiej strony sceny politycznej. Gdy rekomendowany przez prawicę Piotr Gaweł zasiadł w zarządzie, szefowa "Dwójki" witała go ponoć słowami: - No, Piotr, wreszcie będzie można coś w tej telewizji zrobić. Na przykład reportaż o ojcu Górze z Lednicy.

Terentiew szybko wpuściła na antenę program kojarzonych z prawicą Jana Pospieszalskiego, Pawła Nowackiego i Piotra Semki "Warto rozmawiać". Natomiast w ostatnich dniach negocjuje z wywodzącym się z opozycji solidarnościowej Jakubem Sufinem, wydawcą TVN24, sprawę objęcia przez niego szefostwa "Panoramy".

Może dlatego podczas debat poświęconych zmianom (a raczej ich brakowi) w telewizji nazwisko Niny Terentiew nie pada w jednym rzędzie z innymi przedstawicielami okresu rządów SLD w TVP.

Łagodnie z ludźmi prezesa Kwiatkowskiego
Obejmujący stanowisko ponad rok temu prezes Jan Dworak daleki był od dokonywania rewolucyjnych zmian. W przekładzie na język praktyki oznaczało to łagodne obejście się z zaufanymi Roberta Kwiatkowskiego, wiernego wykonawcy poleceń SLD. Nadal pracują oni w telewizji, głównie w regionalnej "Trójce".

Symbol ekipy Kwiatkowskiego - Sławomir Zieliński - nadaje ton w Warszawskim Ośrodku Telewizyjnym, który otworzył się ostatnio na publicystykę poświęconą nietolerancji wobec homoseksualistów. To w TVP3 zdarzają się ostatnio sondy takie jak ta po wyborze Marka Jurka na marszałka Sejmu: "Czy skupienie w rękach jednej partii wszystkich ośrodków władzy nie zagraża demokracji?". Nie trzeba dodawać, że przez cztery lata rządów SLD takie pytania nie przychodziły kierownictwu "Trójki" do głowy.

"Wiadomości" i "Debatę" firmuje Kamil Durczok, zdolny dziennikarz, który jednak sprał się jako twarz telewizji Kwiatkowskiego. Dziś mało kto pamięta, że w 2001 roku Durczok na życzenie Leszka Millera (SLD) wyprosił ze studia sekretarza stanu Jerzego Stępnia (AWS).

Szefowa "Panoramy" z czasów Kwiatkowskiego - Dorota Warakomska - jest dziś wiceszefową anteny. Ktoś mógłby powiedzieć, że to konieczna cena kompromisu, jakim było "Nowe otwarcie" dokonane przy udziale Danuty Waniek. Jak jednak wytłumaczyć fakt, że związany z SLD członek zarządu Ryszard Pacławski otrzymał niedawno w użytkowanie nową limuzynę peugeot 607, wartą blisko 200 tys. zł? Ten sam Pacławski, który jest od ponad roku zawieszony, nie wykonuje więc żadnej pracy na rzecz zarządu! Podobna sytuacja dotyczy innego zawieszonego członka zarządu - Marka Hołyńskiego. Informację tę potwierdził nam Daniel Jabłoński z biura prasowego TVP.

Pod koniec zeszłego tygodnia w telewizyjnych korytarzach gruchnęła wieść, że prezes Dworak usunie szefa "Jedynki" Macieja Grzywaczewskiego. To akurat byłby dziwny krok, bo antena kierowana przez Grzywaczewskiego przeszła najbardziej dostrzegalne zmiany. Z ostatnich - choćby skierowanie na antenę cyklu prowadzonego przez Krzysztofa Skowrońskiego. Grzywaczewskiego miałby zastąpić Piotr Radziszewski. Spekulowano, że prezes dogadał się z lewicą, by zakonserwować stary układ. Dworak jest kojarzony z Unią Demokratyczną i Platformą Obywatelską, a prezesurę objął dzięki umowie z Waniek. Od lipca krążyły pogłoski, że Dworak prowadzi rozmowy z lewą stroną KRRiT. Radziszewski (obecnie TVN24) pasowałby do tej układanki - zaczynał pracę w telewizji w 1987 roku, w "Teleexpressie". Uchodzi za człowieka lewicy.

Kojarzony ze środowiskiem Platformy Obywatelskiej Maciej Grzywaczewski pozostanie na stanowisku - wbrew plotkom. Plotkami nie są natomiast opisane w prasie zdarzenia z kampanii wyborczej świadczące o przechyle sympatii kierownictwa TVP w stronę Platformy Obywatelskiej. Takie, jak okoliczności zablokowania emisji informacji o związkach dziadka Donalda Tuska z Wehrmachtem. Robert Kozak, szef "Wiadomości", gorąco zaprzeczył, jakoby miał wstrzymywać materiał. Ale listu protestacyjnego skierowanego w tej sprawie do "Newsweeka", który opisał wydarzenia, nie podpisali wszyscy dziennikarze "Wiadomości". Sam Grzywaczewski, zapytany podczas wywiadu, czy materiał o dziadku Tuska był przemontowywany po obejrzeniu przez najważniejsze osoby w TVP, przyznał: - To był błąd, że w ogóle tym tematem się zajmowaliśmy. (...) Telewizja publiczna powinna relacjonować temat, ale nie drążyć go, prowadzić własne śledztwo. (...) Chodziło o to, by uniknąć taniej sensacji.

Cena poparcia
Co do tego, że telewizja i radio wciąż wymagają gruntownej reformy, nie mają wątpliwości ani politycy, ani widzowie. Ale odkąd "Gazeta Wyborcza" rzuciła hasło, że PiS chce zrobić skok na media publiczne, dyskusja nad merytorycznymi propozycjami reform została zastąpiona walką o to, by nie dopuścić przeciwnika do przejęcia nad nimi kontroli. Znakomitym straszakiem jest tu Jacek Kurski ochrzczony już komisarzem telewizyjnym. - PiS tak naprawdę nie kiwnie palcem w kwestii reformy mediów publicznych. Po prostu chce tam jedynie wprowadzić swoich ludzi - mówi Jan Rokita, lider Platformy. - Nie jestem pewien, czy uda mi się zdobyć poparcie PiS dla projektu zmian konstytucyjnych mających na celu likwidację Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która jest instrumentem wyjątkowej degradacji mediów.
Prawo i Sprawiedliwość zgadza się na likwidację Rady. Na razie, zanim zostaną przyjęte zmiany w konstytucji, zamierza ograniczyć wydatki na KRRiT oraz Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty, które obecnie, jak podał szef klubu parlamentarnego PiS Przemysław Gosiewski, wynoszą rocznie 120 mln zł.

Co dalej z Krajową Radą ?
W Krajowej Radzie ma zasiadać trzech członków zamiast dziewięciu. Rada będzie się zajmować głównie sprawami programowymi. Z dniem wejścia w życie ustawy wygasłaby kadencja dotychczasowych członków KRRiT. Po jednym reprezentancie wybrałby Sejm, Senat i prezydent.

Sposób wyboru nowej Rady przesądzi o poparciu projektu przez inne partie. - Samoobrona na pewno nie będzie się sprzeciwiać odchudzaniu urzędów - zapowiedziała Genowefa Wiśniowska z Samoobrony. Dyskusji o nowelizacji ustawy spokojnie przyglądają się również liderzy PSL. Stronnictwo w zamian za głosy poparcia dla projektu PiS liczy na utrzymanie swego skansenu w Warszawskim Ośrodku
Telewizyjnym, gdzie wciąż rządzi rekomendowany przez ludowców Paweł Popiak.

Politycy przerzucają się pomysłami, jak uzdrowić media publiczne. I zabiegają, by konkurencja nie przejęła nad nimi kontroli. Jedno jest pewne - bracia Kaczyńscy za wszelką cenę nie dopuszczą do powtórki sytuacji, kiedy w TVP mógł powstać "Dramat w trzech aktach" (film wyemitowany w czasach Kwiatkowskiego, zarzucający liderom Porozumienia Centrum przejmowanie funduszów FOZZ).